poniedziałek, 28 grudnia 2015

Nie umiera się w wigilię.

kadr z filmu „Casablanca”

Chciałam Wam napisać w piątek wpis o świętach. Bo ja naprawdę szczerze lubię Boże Narodzenie. Lubię rodzinne nasiadówki, lubię samotne spacery, czytanie książek i wcinanie mandarynek. Nawet do kościoła lubię wtedy chodzić. To wszystko jest spoko, jest znane i bezpieczne. Z dziecięcych lat została mi też wiara w magię świąt. Nie oznacza to, że wyczekuję rozstępującego się nieba i zastępów anielskich, albo prowadzenia z moim psem inteligentnych konwersacji w wigilię po północy. Wierzę po prostu, że Boże Narodzenie to taki czas, gdy wydarzyć się może coś na co bardzo czekamy. Wiecie, składamy sobie życzenia, jesteśmy otwarci i bardziej szczerzy. Tylko jakoś nigdy nie pomyślałam, że to może też działać w drugą stronę. Że w święta możemy usłyszeć coś, czego pod żadnym pozorem słyszeć nie chcemy.

wtorek, 22 grudnia 2015

Kamera poszła, czyli jak nakręcić film aplikacyjny na AuPair, albo Summer Camp.

Wiecie co w procesie aplikacyjnym przerażało mnie najbardziej? Nieeee, nie zebranie miliona podpisów na milionie dokumentów i innych papierkach. Nie rozmowa kwalifikacyjna po angielsku. Najbardziej przerażało mnie nakręcenie filmu i z tego co ostatnio czytam na grupie Au Pair nie byłam w tym odosobniona. Jest sporo dziewczyn, które porzuca nawet bardzo wstępną myśl o wyjeździe, bo trzeba nakręcić jakiś film, a przecież nie umiem, nie potrafię, nie znam się i w dodatku przed kamerą zawsze dopada mnie trema. No to ja ci udowodnię, że umiesz. Nie znajdziesz w tym wpisie przepisu krok po kroku jak zrealizować niemal oskarową superprodukcję. Ale opowiem ci o tym, jak ja to zrobiłam metodą prób i błędów.

piątek, 18 grudnia 2015

Hej kolęda, kolęda!, czyli 10 świątecznych piosenek, których na pewno nie usłyszysz w radiu.

Bożonarodzeniowych piosenek słucham przez cały rok, a od pierwszego listopada słucham ich już w zasadzie bez przerwy. Strasznie je lubię i jestem jedną z tych osób, która nie zmienia stacji gdy usłyszy „a kto wie czy za rogiem nie stoi Anioł z Bogiem...” tylko zaczyna śpiewać na cały głos (#truestory). Jednocześnie całkiem rozumiem osoby, które dostają drgawek po usłyszeniu pierwszych taktów „Last Christmas” i sama mam wrażenie, że repertuar proponowany w grudniu przez popularne rozgłośnie radiowe jest zdecydowanie zbyt monotonny. W kółko wspomniane wyżej „Lact Christmas” poprzeplatane z Mariah Carey, plus ewentualnie „Jest taki dzień” w ramach polskiego akcentu. Dlatego dzisiaj mówię dosyć! I proponuję 10 świątecznych piosenek, których nie grają w radiu. Na końcu wpisu link do playlisty, jest genialna do przedświątecznych porządków (#potwierdzoneinfo)
Enjoy!

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Wypowiedzi o moim wyjeździe, których nie mam już siły słuchać.


Pomysł na wpis narodził się w sobotę. Z racji urodzin weekend spędzałam bardzo towarzysko i chociaż w większości były to bardzo miłe spotkania (taaak, zawsze miło jest dostać młodego Stuhra w prezencie), to zdarzały się momenty, które skłoniły mnie do napisania tego tekstu. Mając na uwadze nadchodzące święta, sylwestra i kolejną masę spędów koleżeńsko-rodzinnych przychodzę tu z orędziem, apelem, manifestacją- nazywajcie to jak chcecie, ale błagam nie wypowiadajcie tych czterech zdań w mojej obecności, bo kurwa w końcu oszaleję.

piątek, 11 grudnia 2015

Kawałek Ameryki, "Ameryka po kawałku".


Gdy miesiąc temu na wykładach czytałam książkę Marka Wałkuskiego, bardziej zorientowani w moich planach znajomi śmiali się, że robię research. Trochę pewnie tak było, ale ja w ogóle lubię czytać książki o miejscach, więc nie powinno dziwić, że przed planowaną roczną emigracją sięgnęłam po „Amerykę po kawałku”.

środa, 9 grudnia 2015

Niech się spełni, czyli czego sobie życzę na dwudzieste trzecie urodziny.

Należę do osób, które całkiem lubią mieć urodziny. I chociaż od czasu do czasu ktoś powie (głównie babcie), że to już czas na męża i dziecko, to ja tam czuje, że jeszcze nie. I chociaż ta dwójka z przodu dla niektórych obligatoryjnie oznacza dojrzałość, to ja jak co roku kupuję sobie jajko niespodziankę. I chociaż świeczek nie dmuchałam od osiemnastki, to ciągle marzę. Dzisiaj marzę popkulturalnie. Bo przecież mogę, bo mam urodziny. To co, ktoś mi spełni któreś marzenie?

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Otrzymujesz medal z ziemniaka, czyli dlaczego zamieniłam Nowy Jork na Connecticut, albo kilka zdań o matchach.

Macie teraz niepowtarzalną okazję poczuć się jak moje bliskie koleżanki, które prawdopodobnie już rzygają wszystkimi tymi opowieściami o Stanach, ale ponieważ każdej obiecałam po parze dżinsów to dzielnie to znoszą. W każdym razie skoro wyjazd z dnia na dzień staje się coraz bardziej realny, to myślę że mogę zacząć się tutaj rozpisywać. :)


piątek, 4 grudnia 2015

Zachowaj trzeźwość umysłu, albo jak tam panie z pana wizą?

Mam wrażenie, że sama wpędzam się w poczucie winy, gdy nie opublikuję poniedziałkowego wpisu. Ale w tym tygodniu poważnie nie byłam w stanie nic napisać, gdyż w sobotę popołudniu zaczęło mi zdrowo odpierdalać i byłam święcie przekonana, że z całych Stanów nici, bo... nie dostanę wizy!

poniedziałek, 23 listopada 2015

Przestań zdziwiać, czyli czy oni nie wiedzą, że jestem ich wymarzoną Au Pair?

Zdjęcie raczej bez sensu, ale lubię, bo Warszawa.


Jestem osobą bardzo nastawioną na efekt. Taką, która wszystko musi mieć już, od razu. I serio, nie było lepszej szkoły cierpliwości, niż proces szukania rodziny goszczącej. 

piątek, 20 listopada 2015

Lets the story begin.

Dobra, no to od początku- o co chodzi z tymi Stanami? Ze Stanami to jest tak, że zawsze chciałam tam pojechać. Jako siedmiolatka oglądnęłam taką bajkę „Oliwer i spółka”- dziś już prawie nie pamiętam fabuły, ale doskonale pamiętam piosenkę:


Jeśli w Nowym Jorku wszystko to ma się zdarzyć
Chociaż tyle innych jest ciekawych miast
To widocznie tak już musi być
Bo właśnie tutaj co tu kryć
Historie dziwne działy się nie raz

wtorek, 17 listopada 2015

50 faktów o mnie.

I gdzie są Kakanko te szumnie zapowiadane teksty dwa razy w tygodniu?”- zapytacie być może. Otóż nie było, ale pozwólcie mi się wytłumaczyć. Otóż przez ostatni w zasadzie miesiąc, ale jakby się uprzeć to znacznie dłużej, żyłam pewną sprawą, o której nie chciałam pisać, póki nie będzie zupełnie pewna. Sprawa ta wśród większości moich czytelników jest już chyba tajemnicą poliszynela, ale co ważniejsze, od wczoraj jest już pewna chyba niemal zupewnie. A przynajmniej w takim stopniu, że mogę się już chwalić. Ale przecież nie powiem Wam tak od razu, o co też chodzi. Zapodam 50 zupełnie nieistotnych faktów o mnie i wydarzeń z życia, a Wy się zastanawiajcie w którym punkcie ukryłam tą wielką tajemnicę (nie no, przecież że nie w ostatnim ;-))

piątek, 6 listopada 2015

Od „Dr No” do „Spectre”, czyli wszystko co chcielibyście wiedzieć o Jamesie Bondzie, ale wstydzicie się zapytać.


Mam takie wrażenie, że nigdy nie przestanę być mało znaną blogerką. No bo w zasadzie nie robię niczego, żeby zmienić ten stan rzeczy. Piszę wyłącznie o sobie, o tym co mnie dotyczy i ciekawi. Ponadto zawsze, gdy chcę się przyłączyć do jakiegoś ogólnoblogerskiego wyzwania w stylu „wrzesień z kryminałem”, albo „październik z ciastem z dyni” to finalnie o tym zapominam. Zamiast tego wymyślam własne wyzwanie, ale nie ogłaszam go na blogu, bo jeszcze nie daj Boże ktoś by się przyłączył, a wcale nie byłam pewna, czy to taki dobry pomysł. Jaki? Otóż taki, żeby wciągu miesiąca oglądnąć 24 Bondy.

poniedziałek, 2 listopada 2015

Nie ma filmów głupich, są filmy złe, albo o (pozornej) wyższości wszystkiego nad kinem komercyjnym.

kadr z filmu „Nie zadzieraj z fryzjerem”


Och, jak cudownie jest być w mediach społecznościowych. Człowiek nie ma o czym napisać tekstu, wchodzi na facebooka i już ma. Podczas przewijania tablicy przed oczy nawinął mi się post koleżanki. Koleżanka dziwiła się, czemu na filmie o rotmistrzu Pileckim było mało widzów, a na „głupiej amerykańskiej komedii” była cała sala. Ja się zupełnie nie dziwię. Jestem też jak najbardziej daleka od wydawania na podstawie tego przykładu jakiejkolwiek opinii o stanie naszego patriotyzmu. Ale ponieważ każdy pretekst jest dobry, żeby porozmawiać o filmach, to tak sobie tutaj na głos trochę porozmyślam.

poniedziałek, 26 października 2015

Który film to dobry film i jaki producent to dobry producent, albo co tam panie na Regiofunie?

W minionym tygodniu odbywał się w Katowicach Międzynarodowy Festiwal Producentów Filmowych REGIOFUN i całe to zamieszanie sprawiło, że miałam kilka dni wyciętych z życia. Latałam jak głupia to na uczelnię, to na jakiś pokaz, to do biura festiwalowego, gdzie załapałam się na wolontariat. Zapłaciłam za wszystko jakimś koszmarnie srogim przeziębieniem (błogosławieni niech będą współlokatorzy, którzy donoszą herbatki...) i męczę się teraz katarem, chrypą i stanem około-gorączkowym. Tylko, że jakoś nie żałuję.

Zdjęcie zrobiłam suszarką do włosów. Taką mam super suszarkę do włosów.

piątek, 23 października 2015

Zapraszamy do reklamy.

 Dobra, dobra, nie ma co owijać w bawełnę. Znowu zawaliłam i nie napisałam piątkowego wpisu. Na moje usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć, że robiłam mnóstwo fantastycznych rzeczy, a jakich- o tym postaram się napisać w poniedziałek. Ale spokojnie, nie zamykajcie jeszcze karty z blogiem. Na dzisiaj też coś mam. Porozmawiamy sobie (znowu) o reklamach.

poniedziałek, 19 października 2015

Od jutra przestaję tęsknić.

kadr z filmu „Debiutanci”

To wcale nie jest takie trudne do zrobienia. Albo, jak ja to mówię- znam teorię. Usuwasz numer z telefonu, a nazwisko z głowy. Zostawiasz w znajomych na fejsie, bo tam są trochę inne zasady i kasowanie ludzi uważa się za szczeniackie. Ale kasujesz całą konwersację (tak, całą, z pięciu lat) i na wszelki wypadek blokujesz wysyłanie wiadomości. A jak kiedyś złapiesz się na tym, że zapomniałaś pamiętać, żeby odblokować i w zasadzie już cię to nie rusza, to znaczy, że się udało. Nie tęsknisz. Działa.

piątek, 16 października 2015

Reszta nie jest milczeniem, ale należy do mnie*, czyli „Hamlet” w ramach National Theatre Live.


Są takie książki, które zmieniają życie. Mam takich pięć, a jedną z nich, wskutek mojej lekkiej fiksacji na punkcie Szekspira mającej początek już prawie dziesięć lat temu, jest właśnie „Hamlet”. Mimo to, tak mi się jakoś życie układało, że do tej pory nie widziałam żadnej inscenizacji. A po obejrzeniu transmisji na żywo z Barbican Theatre już nie chcę widzieć żadnej innej. Żebyście mieli rozeznanie, czy mi się podobało czy nie, przytoczę w oryginale zdanie wypowiedziane przeze mnie, gdy współlokatorka zapytała mnie o wrażenia- „ja pierdolę, ale to było dobre”. Gdy to już mamy ustalone, mogę zacząć opowiadać od początku.

poniedziałek, 12 października 2015

piątek, 9 października 2015

Just because I can.

Byłam jakiś czas temu na Evereście. Nie, nie na górze, na filmie, a nie pisałam o tym, bo film wydał mi się zwyczajnie poprawny i miejscami trochę przydługawy. Piszę o tym dzisiaj, bo jestem świeżo po seansie „Marsjanina”, który dosłownie wgniótł mnie w fotel, ale o tym za chwilę. Wspominam o obu, ponieważ pod kilkoma względami są do siebie podobne. W jednym i drugim pada zdanie użyte przeze mnie w tytule. „Bo mogę”- jako siła napędowa wszystkich działań człowieka. Walki z górą i kolonizacji kosmosu. Just because I can.

Wpis ten nie pretenduje nawet do bycia recenzją, jest to tylko kilka moich myśli zebranych po i w trakcie seansu. 

środa, 7 października 2015

Słaba silna wola, albo Kakanko gdzie jesteś?

W wakacje, gdy zdecydowałam się zamknąć bloga fotograficznego i bardziej skupić na pisaniu, założyłam sobie, że będę pisać regularnie, a nowy tekst pojawiać się będzie w każdy poniedziałek i piątek. Fajnie się robi takie założenia w wakacje, gdy człowiek większość swojej pracy wykonuje w hamaku na podwórku. Teraz przyszła jesień, przyszły Katowice, a oprócz zajęć na uczelni jeszcze dwa dość mocno angażujące projekty, z których- nie ukrywam, strasznie się cieszę. I chociaż dzieje się tyle, że tematów na wpisy mam wynotowanych ze dwadzieścia, to naprawdę nie mam czasu, żeby usiąść, zastanowić się nad wszystkim i jakoś ubrać w słowa.

piątek, 2 października 2015

Sherlock. Biografia nieautoryzowana.

Jestem niemal pewna, że rok 2015 został ogłoszony rokiem Sherlocka Holmesa i po prostu informacja ta jakimś cudem nie przedostała się do mainstreamu. W każdym razie ja świętowałam hucznie nadrabiając dwa seriale (ten już kultowy BBC i ten trochę mniej produkcji amerykańskiej), przypominając sobie książki należące do kanonu, jak również te, dla których postać detektywa z Baker Street stała się inspiracją. I właśnie wrażeniami po przeczytaniu ostatniej z nich- „Sherlock Holmes. Biografia nieautoryzowana”- chcę się dzisiaj podzielić.

poniedziałek, 28 września 2015

Słowa mają siłę, a internet nie zapomina, czyli po co tu piszę i dla kogo.

Dzisiaj trochę sobie porozmyślam na temat, który przez blogosferę przewinął się ładnych parę lat temu. Będzie mianowicie o anonimowości w internetach i o tym, po co w ogóle nam blogi.

Dzisiejsze ilustracje do wpisu to zdjęcia Chompoo Baritone. Reszta jej projektu tutaj.

poniedziałek, 21 września 2015

Nobody puts Ricki in a corner*, czyli na co do kina jesienią?

Znalazłam się w lekkim impasie. Z jednej strony chciałabym Wam napisać, dlaczego powinniście iść do kina na „Nigdy nie jest za późno” (ci co kojarzą mnie z poprzedniego bloga na pewno pamiętają, że często wyganiam was do kina, reszcie polecam się do tego przyzwyczaić), z drugiej strony mam wrażenie, że na blogu w którym tłumaczę Wam jak żyć, trochę się w tym miesiącu rozszalałam z recenzjami. Żeby jakoś z tego wybrnąć, napiszę Wam dlaczego warto iść do kina na „Nigdy nie jest za późno” zabierając ze sobą przynajmniej dwie koleżanki (chociaż płeć nie ma tu żadnego znaczenia.) Zabranie na film tak dużej liczby znajomych, dla kogoś kto, tak jak ja 90% filmów ogląda w pojedynkę, a 8% z pozostałych 10% w towarzystwie psa, jest sytuacją delikatnie mówiąc- odbiegającą od normy. Gdyby nie fakt, że to kino i film i w związku z tym nie trzeba dużo mówić, zupełnie nie wiedziałabym jak powinnam się zachować. A tak przez to, że film dobry i towarzystwo wspaniałe miałam okazję spędzić bardzo miły czwartkowy wieczór.

piątek, 18 września 2015

Chcę lubić ludzi.

A ostatnio strasznie trudno mi to przychodzi.

Niedawno napisałam do koleżanki, że już nie chcę emigrować do Stanów. Chcę wyemigrować na Księżyc. Bo strasznie nie mam ochoty żyć w takim społeczeństwie. Tak ksenofobicznym, tak pełnym agresji. Werbalnej i fizycznej.

poniedziałek, 14 września 2015

Miłość w czasach cyberrandek.


Są takie seriale, które z założenia powinny mi się podobać. Z reguły podoba mi się wszystko, gdzie jest mało akcji, mało aktorów, za to dużo rozmów. I „Dates” teoretycznie takie właśnie jest. Ale jednak nie do końca.

piątek, 11 września 2015

Lepszy wróbel w garści niż ślimak w rzodkwi, czyli 4 powody dla których oglądam „O mnie się nie martw”.

Od kilku lat należę do grupy ludzi, którzy nie posiadają na co dzień telewizora. Piszę na co dzień, ponieważ mam jeden w pokoju w domu rodzinnym i czasem jak przyjadę zdarza mi się go nawet przetrzeć z kurzu i obejrzeć (raczej niewłączony, mebel ten jest ciekawy sam w sobie). Ale czasem zdarza się sierpniowy dzień z temperaturą powietrza plus milion stopni, gdy człowiek o niczym bardziej nie marzy niż o zalegnięciu na kanapie w salonie i obejrzeniu czegokolwiek. I ja tak właśnie zaległam i obejrzałam. A czymkolwiek był ósmy odcinek dwójkowego serialu. I jakoś tak zaległam na dłużej chyba, bo w pięć dni nadrobiłam dwa sezony.
Wiadomo nie od dziś, że programy rozrywkowe w Polsce mają się bardzo źle. Czasem mam wrażenie, że w naszym cudownym społeczeństwie są tylko trzy grupy zawodowe, o których warto kręcić seriale- prawnicy, lekarze i księża. Ale dzisiaj nie będę (zbyt dużo) narzekać, dzisiaj napiszę, co sprawiło, że chociaż „O mnie się nie martw” serialem wybitnym nie jest, to jednak obejrzę trzeci sezon.


poniedziałek, 7 września 2015

Tak albo nie.

W zasadzie nie jem mięsa. Nie tyle ze względów ideologicznych, co zdecydowanie bardziej trywialnych. Wszystko co nie jest rybą, albo kurczakiem średnio mi smakuje, a surowego brzydzę się dotknąć, więc sama sobie nie przygotuję. Ale karkówką z grilla nie pogardzę. O pleśniowych kiełbaskach nie wspomnę...

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Koniec wakacji.


Większość ludzi przechowuje w głowie pamięć o miejscach, z którymi łączy najwspanialsze wspomnienia z dzieciństwa. Często jest to dom rodzinny, albo domek babci na wsi. W moim przypadku jest to droga na Słowację.

piątek, 28 sierpnia 2015

Nie mam zdania.

Wybraliśmy się w niedzielę na przejażdżkę rowerową. Dobra, użycie słowa „przejażdżka” w stosunku do tej blisko czterdziestokilometrowej katorgi, w dodatku po pagórkowatym terenie, jest jakimś kosmicznym nieporozumieniem, ale ja wyjątkowo nie o tym.

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Pokoloruj coś!

Czy tylko ja mam wrażenie, że jako społeczeństwo mamy swoistą obsesję na punkcie czasu? W sensie, że ciągle go nam brakuje i że, Boże broń, nie wolno nam go marnotrawić. Nie jestem ekspertem, ale wydaje mi się, że obsesja ta rośnie w miarę przesuwania się na zachód i północ. Każde nasze działanie musi mieć jakiś cel, wywoływać określony skutek, albo chociaż być wykonywane z jakiegoś WAŻNEGO powodu. Nawet czynności, które wykonujemy dla przyjemności powinny nam w czymś pomóc. Na przykład ja przez ponad rok starałam się sobie wmówić, że lubię ćwiczyć. Otóż nie, nie lubię, a ćwiczę nie dla relaksu, tylko po to, żeby zmieścić się w dżinsy. Za to lubię kolorować. I jest to zajęcie tak bardzo nieprzydatne i tak pięknie wymykające się zasadzie NIE MARNUJ CZASU, że aż postanowiłam o tym napisać.

czwartek, 20 sierpnia 2015

Powiedz to piosenką.

Nie od dzisiaj wiadomo, że jestem pełna sprzeczności, dorzucę więc kolejny argument na poparcie tej tezy. Otóż nie przepadam za poezją. Po tych słowach pewnie paru moich publikujących znajomych przestanie mnie zapraszać na swoje wieczorki poetyckie (a szkoda, bo to są w gruncie rzeczy bardzo fajne imprezy, szczególnie afterparty), no ale tak już jest- oprócz kilku nielicznych wyjątków- tekstów pisanych wierszem zupełnie nie czuję, nie lubię słuchać recytacji smutnym głosem (nie no, teraz to mnie już na bank nie zaproszą...), a już, o zgrozo, najbardziej nie lubię interpretować. Ale obok tego wszystkiego, szczególne miejsce w moim serduszku (i playliście na youtubie) ma piosenka poetycka, albo szerzej literacka. Wiersze śpiewane kocham miłością czystą i ciągle poszerzam moją playlistę o nowe interpretacje.

Dlatego dziś postanowiłam podzielić się moimi ulubionymi utworami, które według mnie mieszczą się w kategorii „piosenka poetycka”. Są tu wiersze z dopisaną melodią, są tak zwane piosenki z tekstem. Niektóre z zamieszczonych wykonań to reinterpretacje, a wynika to z tego, że po prostu w takiej aranżacji podobają mi się bardziej. Żeby było trudniej i ciekawiej, każdą piosenkę dopasowałam do okoliczności, w których najczęściej jej słucham. Z pełną premedytacją nie ma tu Kaczmarskiego, bo ten wpis urósłby do jakiś nieziemskich rozmiarów, zresztą o Mistrzu napiszę kiedyś oddzielnie.


poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Dostojewski w windzie, czyli krótko o "Nieracjonalnym mężczyźnie".

Znajduję się w wielkim impasie. Z jednej strony dalej nie wiem, co mogłabym napisać o filmie „Nieracjonalny mężczyzna”, z drugiej aż mnie nosi, żeby napisać cokolwiek. Postanowiłam więc zacząć i cicho się modlę, że dalej samo pójdzie.

sobota, 15 sierpnia 2015

Lubię być w Krakowie.

Dzisiejszy wpis miał być recenzją. Oto bowiem wybrałam się premierowo obejrzeć najnowsze dziecko dzieło mojego ukochanego Woody'ego Allena. Problem w tym, że jeszcze sama do końca nie wiem, czy aby na pewno mi się ten film podobał. W każdym razie osób tak jak ja zakochanych w Woodym nie muszę zachęcać do wycieczki do kina, a reszty i tak nie przekonam, więc nawet nie będę próbować. Zamiast tego opowiem Wam, dlaczego Kraków jest najcudowniejszym miastem świata.

Bardzo nieelegancko pomalowany paznokieć. I film, o którym napiszę, tylko jeszcze nie teraz.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

A kot z miasta Łodzi pochodzi, czyli wrażenia z podróży.

Bonifacy wyczuwa, że koty lubię wyłącznie animowane.

Ten wpis powstaje trochę po to żeby ostrzec Was- ludzi, których znam z internetów. Może się bowiem zdarzyć, że jeśli gdzieś kiedyś w jakiejś kurtuazyjnej wymianie komentarzy wspomnicie, że zapraszacie mnie do siebie to ja potraktuję to boleśnie na serio, spakuję się i przyjadę. Dobra, jasne, nie zwykłam wbijać na chatę ludziom których niemal nie znam, ale po pięciu latach fejsbookowej korespondencji i wzajemnego odwiedzania blogów... To zupełnie inna sprawa.

niedziela, 9 sierpnia 2015

Jesteś świetna. I dasz sobie radę.


Nie mam jakiś szczególnie dużych kompleksów. Jak mi smutno, albo czuję, że zaczynam się czymś przejmować bardziej niż faktycznie jest to warte, to powtarzam sobie 'I was born to be awesome, not perfect' i idę do przodu. Tak o sobie myślę, ba nawet potrafię to powiedzieć głośno z przekonaniem w głosie.
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka