poniedziałek, 28 września 2015

Słowa mają siłę, a internet nie zapomina, czyli po co tu piszę i dla kogo.

Dzisiaj trochę sobie porozmyślam na temat, który przez blogosferę przewinął się ładnych parę lat temu. Będzie mianowicie o anonimowości w internetach i o tym, po co w ogóle nam blogi.

Dzisiejsze ilustracje do wpisu to zdjęcia Chompoo Baritone. Reszta jej projektu tutaj.

poniedziałek, 21 września 2015

Nobody puts Ricki in a corner*, czyli na co do kina jesienią?

Znalazłam się w lekkim impasie. Z jednej strony chciałabym Wam napisać, dlaczego powinniście iść do kina na „Nigdy nie jest za późno” (ci co kojarzą mnie z poprzedniego bloga na pewno pamiętają, że często wyganiam was do kina, reszcie polecam się do tego przyzwyczaić), z drugiej strony mam wrażenie, że na blogu w którym tłumaczę Wam jak żyć, trochę się w tym miesiącu rozszalałam z recenzjami. Żeby jakoś z tego wybrnąć, napiszę Wam dlaczego warto iść do kina na „Nigdy nie jest za późno” zabierając ze sobą przynajmniej dwie koleżanki (chociaż płeć nie ma tu żadnego znaczenia.) Zabranie na film tak dużej liczby znajomych, dla kogoś kto, tak jak ja 90% filmów ogląda w pojedynkę, a 8% z pozostałych 10% w towarzystwie psa, jest sytuacją delikatnie mówiąc- odbiegającą od normy. Gdyby nie fakt, że to kino i film i w związku z tym nie trzeba dużo mówić, zupełnie nie wiedziałabym jak powinnam się zachować. A tak przez to, że film dobry i towarzystwo wspaniałe miałam okazję spędzić bardzo miły czwartkowy wieczór.

piątek, 18 września 2015

Chcę lubić ludzi.

A ostatnio strasznie trudno mi to przychodzi.

Niedawno napisałam do koleżanki, że już nie chcę emigrować do Stanów. Chcę wyemigrować na Księżyc. Bo strasznie nie mam ochoty żyć w takim społeczeństwie. Tak ksenofobicznym, tak pełnym agresji. Werbalnej i fizycznej.

poniedziałek, 14 września 2015

Miłość w czasach cyberrandek.


Są takie seriale, które z założenia powinny mi się podobać. Z reguły podoba mi się wszystko, gdzie jest mało akcji, mało aktorów, za to dużo rozmów. I „Dates” teoretycznie takie właśnie jest. Ale jednak nie do końca.

piątek, 11 września 2015

Lepszy wróbel w garści niż ślimak w rzodkwi, czyli 4 powody dla których oglądam „O mnie się nie martw”.

Od kilku lat należę do grupy ludzi, którzy nie posiadają na co dzień telewizora. Piszę na co dzień, ponieważ mam jeden w pokoju w domu rodzinnym i czasem jak przyjadę zdarza mi się go nawet przetrzeć z kurzu i obejrzeć (raczej niewłączony, mebel ten jest ciekawy sam w sobie). Ale czasem zdarza się sierpniowy dzień z temperaturą powietrza plus milion stopni, gdy człowiek o niczym bardziej nie marzy niż o zalegnięciu na kanapie w salonie i obejrzeniu czegokolwiek. I ja tak właśnie zaległam i obejrzałam. A czymkolwiek był ósmy odcinek dwójkowego serialu. I jakoś tak zaległam na dłużej chyba, bo w pięć dni nadrobiłam dwa sezony.
Wiadomo nie od dziś, że programy rozrywkowe w Polsce mają się bardzo źle. Czasem mam wrażenie, że w naszym cudownym społeczeństwie są tylko trzy grupy zawodowe, o których warto kręcić seriale- prawnicy, lekarze i księża. Ale dzisiaj nie będę (zbyt dużo) narzekać, dzisiaj napiszę, co sprawiło, że chociaż „O mnie się nie martw” serialem wybitnym nie jest, to jednak obejrzę trzeci sezon.


poniedziałek, 7 września 2015

Tak albo nie.

W zasadzie nie jem mięsa. Nie tyle ze względów ideologicznych, co zdecydowanie bardziej trywialnych. Wszystko co nie jest rybą, albo kurczakiem średnio mi smakuje, a surowego brzydzę się dotknąć, więc sama sobie nie przygotuję. Ale karkówką z grilla nie pogardzę. O pleśniowych kiełbaskach nie wspomnę...

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka