poniedziałek, 26 października 2015

Który film to dobry film i jaki producent to dobry producent, albo co tam panie na Regiofunie?

W minionym tygodniu odbywał się w Katowicach Międzynarodowy Festiwal Producentów Filmowych REGIOFUN i całe to zamieszanie sprawiło, że miałam kilka dni wyciętych z życia. Latałam jak głupia to na uczelnię, to na jakiś pokaz, to do biura festiwalowego, gdzie załapałam się na wolontariat. Zapłaciłam za wszystko jakimś koszmarnie srogim przeziębieniem (błogosławieni niech będą współlokatorzy, którzy donoszą herbatki...) i męczę się teraz katarem, chrypą i stanem około-gorączkowym. Tylko, że jakoś nie żałuję.

Zdjęcie zrobiłam suszarką do włosów. Taką mam super suszarkę do włosów.

piątek, 23 października 2015

Zapraszamy do reklamy.

 Dobra, dobra, nie ma co owijać w bawełnę. Znowu zawaliłam i nie napisałam piątkowego wpisu. Na moje usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć, że robiłam mnóstwo fantastycznych rzeczy, a jakich- o tym postaram się napisać w poniedziałek. Ale spokojnie, nie zamykajcie jeszcze karty z blogiem. Na dzisiaj też coś mam. Porozmawiamy sobie (znowu) o reklamach.

poniedziałek, 19 października 2015

Od jutra przestaję tęsknić.

kadr z filmu „Debiutanci”

To wcale nie jest takie trudne do zrobienia. Albo, jak ja to mówię- znam teorię. Usuwasz numer z telefonu, a nazwisko z głowy. Zostawiasz w znajomych na fejsie, bo tam są trochę inne zasady i kasowanie ludzi uważa się za szczeniackie. Ale kasujesz całą konwersację (tak, całą, z pięciu lat) i na wszelki wypadek blokujesz wysyłanie wiadomości. A jak kiedyś złapiesz się na tym, że zapomniałaś pamiętać, żeby odblokować i w zasadzie już cię to nie rusza, to znaczy, że się udało. Nie tęsknisz. Działa.

piątek, 16 października 2015

Reszta nie jest milczeniem, ale należy do mnie*, czyli „Hamlet” w ramach National Theatre Live.


Są takie książki, które zmieniają życie. Mam takich pięć, a jedną z nich, wskutek mojej lekkiej fiksacji na punkcie Szekspira mającej początek już prawie dziesięć lat temu, jest właśnie „Hamlet”. Mimo to, tak mi się jakoś życie układało, że do tej pory nie widziałam żadnej inscenizacji. A po obejrzeniu transmisji na żywo z Barbican Theatre już nie chcę widzieć żadnej innej. Żebyście mieli rozeznanie, czy mi się podobało czy nie, przytoczę w oryginale zdanie wypowiedziane przeze mnie, gdy współlokatorka zapytała mnie o wrażenia- „ja pierdolę, ale to było dobre”. Gdy to już mamy ustalone, mogę zacząć opowiadać od początku.

poniedziałek, 12 października 2015

piątek, 9 października 2015

Just because I can.

Byłam jakiś czas temu na Evereście. Nie, nie na górze, na filmie, a nie pisałam o tym, bo film wydał mi się zwyczajnie poprawny i miejscami trochę przydługawy. Piszę o tym dzisiaj, bo jestem świeżo po seansie „Marsjanina”, który dosłownie wgniótł mnie w fotel, ale o tym za chwilę. Wspominam o obu, ponieważ pod kilkoma względami są do siebie podobne. W jednym i drugim pada zdanie użyte przeze mnie w tytule. „Bo mogę”- jako siła napędowa wszystkich działań człowieka. Walki z górą i kolonizacji kosmosu. Just because I can.

Wpis ten nie pretenduje nawet do bycia recenzją, jest to tylko kilka moich myśli zebranych po i w trakcie seansu. 

środa, 7 października 2015

Słaba silna wola, albo Kakanko gdzie jesteś?

W wakacje, gdy zdecydowałam się zamknąć bloga fotograficznego i bardziej skupić na pisaniu, założyłam sobie, że będę pisać regularnie, a nowy tekst pojawiać się będzie w każdy poniedziałek i piątek. Fajnie się robi takie założenia w wakacje, gdy człowiek większość swojej pracy wykonuje w hamaku na podwórku. Teraz przyszła jesień, przyszły Katowice, a oprócz zajęć na uczelni jeszcze dwa dość mocno angażujące projekty, z których- nie ukrywam, strasznie się cieszę. I chociaż dzieje się tyle, że tematów na wpisy mam wynotowanych ze dwadzieścia, to naprawdę nie mam czasu, żeby usiąść, zastanowić się nad wszystkim i jakoś ubrać w słowa.

piątek, 2 października 2015

Sherlock. Biografia nieautoryzowana.

Jestem niemal pewna, że rok 2015 został ogłoszony rokiem Sherlocka Holmesa i po prostu informacja ta jakimś cudem nie przedostała się do mainstreamu. W każdym razie ja świętowałam hucznie nadrabiając dwa seriale (ten już kultowy BBC i ten trochę mniej produkcji amerykańskiej), przypominając sobie książki należące do kanonu, jak również te, dla których postać detektywa z Baker Street stała się inspiracją. I właśnie wrażeniami po przeczytaniu ostatniej z nich- „Sherlock Holmes. Biografia nieautoryzowana”- chcę się dzisiaj podzielić.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka