poniedziałek, 23 listopada 2015

Przestań zdziwiać, czyli czy oni nie wiedzą, że jestem ich wymarzoną Au Pair?

Zdjęcie raczej bez sensu, ale lubię, bo Warszawa.


Jestem osobą bardzo nastawioną na efekt. Taką, która wszystko musi mieć już, od razu. I serio, nie było lepszej szkoły cierpliwości, niż proces szukania rodziny goszczącej. 

piątek, 20 listopada 2015

Lets the story begin.

Dobra, no to od początku- o co chodzi z tymi Stanami? Ze Stanami to jest tak, że zawsze chciałam tam pojechać. Jako siedmiolatka oglądnęłam taką bajkę „Oliwer i spółka”- dziś już prawie nie pamiętam fabuły, ale doskonale pamiętam piosenkę:


Jeśli w Nowym Jorku wszystko to ma się zdarzyć
Chociaż tyle innych jest ciekawych miast
To widocznie tak już musi być
Bo właśnie tutaj co tu kryć
Historie dziwne działy się nie raz

wtorek, 17 listopada 2015

50 faktów o mnie.

I gdzie są Kakanko te szumnie zapowiadane teksty dwa razy w tygodniu?”- zapytacie być może. Otóż nie było, ale pozwólcie mi się wytłumaczyć. Otóż przez ostatni w zasadzie miesiąc, ale jakby się uprzeć to znacznie dłużej, żyłam pewną sprawą, o której nie chciałam pisać, póki nie będzie zupełnie pewna. Sprawa ta wśród większości moich czytelników jest już chyba tajemnicą poliszynela, ale co ważniejsze, od wczoraj jest już pewna chyba niemal zupewnie. A przynajmniej w takim stopniu, że mogę się już chwalić. Ale przecież nie powiem Wam tak od razu, o co też chodzi. Zapodam 50 zupełnie nieistotnych faktów o mnie i wydarzeń z życia, a Wy się zastanawiajcie w którym punkcie ukryłam tą wielką tajemnicę (nie no, przecież że nie w ostatnim ;-))

piątek, 6 listopada 2015

Od „Dr No” do „Spectre”, czyli wszystko co chcielibyście wiedzieć o Jamesie Bondzie, ale wstydzicie się zapytać.


Mam takie wrażenie, że nigdy nie przestanę być mało znaną blogerką. No bo w zasadzie nie robię niczego, żeby zmienić ten stan rzeczy. Piszę wyłącznie o sobie, o tym co mnie dotyczy i ciekawi. Ponadto zawsze, gdy chcę się przyłączyć do jakiegoś ogólnoblogerskiego wyzwania w stylu „wrzesień z kryminałem”, albo „październik z ciastem z dyni” to finalnie o tym zapominam. Zamiast tego wymyślam własne wyzwanie, ale nie ogłaszam go na blogu, bo jeszcze nie daj Boże ktoś by się przyłączył, a wcale nie byłam pewna, czy to taki dobry pomysł. Jaki? Otóż taki, żeby wciągu miesiąca oglądnąć 24 Bondy.

poniedziałek, 2 listopada 2015

Nie ma filmów głupich, są filmy złe, albo o (pozornej) wyższości wszystkiego nad kinem komercyjnym.

kadr z filmu „Nie zadzieraj z fryzjerem”


Och, jak cudownie jest być w mediach społecznościowych. Człowiek nie ma o czym napisać tekstu, wchodzi na facebooka i już ma. Podczas przewijania tablicy przed oczy nawinął mi się post koleżanki. Koleżanka dziwiła się, czemu na filmie o rotmistrzu Pileckim było mało widzów, a na „głupiej amerykańskiej komedii” była cała sala. Ja się zupełnie nie dziwię. Jestem też jak najbardziej daleka od wydawania na podstawie tego przykładu jakiejkolwiek opinii o stanie naszego patriotyzmu. Ale ponieważ każdy pretekst jest dobry, żeby porozmawiać o filmach, to tak sobie tutaj na głos trochę porozmyślam.
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka