wtorek, 22 grudnia 2015

Kamera poszła, czyli jak nakręcić film aplikacyjny na AuPair, albo Summer Camp.

Wiecie co w procesie aplikacyjnym przerażało mnie najbardziej? Nieeee, nie zebranie miliona podpisów na milionie dokumentów i innych papierkach. Nie rozmowa kwalifikacyjna po angielsku. Najbardziej przerażało mnie nakręcenie filmu i z tego co ostatnio czytam na grupie Au Pair nie byłam w tym odosobniona. Jest sporo dziewczyn, które porzuca nawet bardzo wstępną myśl o wyjeździe, bo trzeba nakręcić jakiś film, a przecież nie umiem, nie potrafię, nie znam się i w dodatku przed kamerą zawsze dopada mnie trema. No to ja ci udowodnię, że umiesz. Nie znajdziesz w tym wpisie przepisu krok po kroku jak zrealizować niemal oskarową superprodukcję. Ale opowiem ci o tym, jak ja to zrobiłam metodą prób i błędów.


Taka Karo i spółka. Możemy zagrać w grę pod tytułem „kto wyłapie więcej błędów” tylko że... to naprawdę nie ma większego znaczenia, bo zostałam zrozumiana. I miło się patrzy. Nakręcenie takiego cuda zajęła dwa popołudnia i jeden wieczór.


Czego potrzebujesz?

Programu od obróbki. W zupełności wystarczy Windows Movie Maker. Obsługi nauczysz się w piętnaście minut. Najlepiej spróbuj zmontować na szybko cokolwiek co masz nagrane, tak żebyś wiedziała jak się przycina i jakie cuda można zrobić z dźwiękiem. Reszta wyjdzie w praniu, albo wpiszesz w google.

Kamery/aparatu. Pewnie wystarczy lepszy telefon komórkowy, a jeśli jesteś bardzo kreatywna to nawet kamerka w laptopie (tylko weź pod uwagę, że film w którym przez trzy minuty siedzisz i opowiadasz, bez żadnego montażu może być taki nudnawy trochę). Jak masz lustrzankę to już w ogóle masz wszystko, ale ja kręciłam kompaktem i jak widać dało radę.

Scenariusza. Musisz wiedzieć co chcesz powiedzieć i co chcesz pokazać. Jeśli masz dobrą nawijkę możesz iść na żywioł, jeśli nie czujesz się pewnie- napisz sobie to, co powiesz i bezpośrednio przed ujęciem przeczytaj dwa razy, tak żebyś pamiętała tekst. Serio, trzeba się mocno nagimnastykować, żeby nie było widać, że czytasz (wiem, co mówię), a ukradkowe zerkanie w kartkę nie wygląda dobrze (też wiem, co mówię).


O czym musisz wiedzieć?

Przy montażu koncepcja zmieni ci się przynajmniej kilka razy. Więc od razu nagraj sobie wszystko, co wpadnie ci do głowy. Oglądając materiał dojdziesz do wniosku, że scenka w której grasz z dziećmi w planszówki jest trochę nienaturalna? Fajnie, że nakręciłaś też to, jak razem smażycie naleśniki. Dobrze jest mieć wybór.

Nigdy nie wiesz na co host rodzina zwróci uwagę. W moim przypadku rodzinę z Waszyngtonu zainteresowało to, że dużo doświadczenia miałam z dziewczynkami. Rodzina z Nowego Yorku zauważyła, że miałam dużo dzieci wokół siebie, więc spokojnie ogarniam większą gromadkę. Rodzinie z Connecticut spodobały się fikołki które robiłam z Julką (jakieś trzy sekundy nagrania) i fakt, że byłam harcerką. Pięć lat temu nią byłam. Pokazujcie i mówcie o wszystkim.

Statyw to dobro. Nie wpadłam na to, gdy zabierałam się za film. Przyniosła mi go kuzynka, którą poprosiłam o pomoc w filmowaniu i w efekcie wszystkie ujęcia zrobiłyśmy ze statywu. Same plusy, obraz się nie rusza, raz ustawisz i spokój, a i montuje się to łatwiej- takie mam wrażenie. Jeśli go nie posiadasz, spokojnie wystarczy jakiś stolik i stos książek, czy pudełka po butach, z resztą- co ja ci tłumaczę... :)

Dodając filmik na stronę agencji będziesz musiała ogromnie zmniejszyć mu rozmiar. A co za tym idzie- koszmarnie stracisz na jakości. Postaraj się być silna i nie szlochać oglądając to pomniejszone dzieło, na którym wyglądasz jak kryminalista pokazywany w dzienniku, któremu rozpikseliozwali twarz. Tylko, że tutaj rozpikselizuje ci się wszystko. Ale to nic, ważne żeby nie zmieniła się jakość dźwięku, bo...

...nie musisz hiperpoprawnie mówić po angielsku, ale musi cię być WYRAŹNIE słychać. Przed kręceniem oglądnęłam pińcet filmów aplikacyjnych na youtube. W żadnym nie przeszkadzał mi błąd językowy, który usłyszałam (ba, jak do tej pory w moim filmie wyłapałam już kilka). Bo, no właśnie- dałam radę go usłyszeć. Za to szlag mnie trafiał, gdy to, co dziewczyna opowiada zagłuszała za głośna muzyka, albo niesprzyjające warunki atmosferyczne. Kręcenie na zewnątrz jest fajne, pod warunkiem, że jest bardzo, BARDZO cicho, nie ma wiatru, a najlepiej jak masz jeszcze mikrofon. Ja kręcąc w pokoju, w domu przy dość spokojnej ulicy, powtarzałam ujęcie za każdym razem gdy drogą przejechał samochód. Pamiętaj też, żeby pociąć muzykę i przy kwestiach mówionych mocno ją przyciszać (movie maker umie w takie rzeczy, więc spoko).

Wymyśl coś oryginalnego! Jasne, oglądnij tak samo jak ja pińcet filmów na youtube, ale niech posłużą ci one za inspirację, nie zżynaj totalnie. Jasne, na dobrą sprawę to trzy minuty mówienia o sobie i ciężko wymyślić cokolwiek innowacyjnego, ale może fajnie będzie na samym końcu pokazać jakąś wpadkę z planu? Albo zrobić zabawną czołówkę? Zaśpiewać coś. Wyrecytować wiersz. Ja ci mam mówić takie rzeczy?

To tak jeśli chodzi o wpadki... Na pewno będziesz miała z czego wybierać! :)))

Jeśli nie nakręcisz siebie prowadzącej samochód, rodzina I TAK UWIERZY, że masz prawo jazdy. Może to takie moje osobiste natręctwo, ale serio, czy w każdym filmie musi być laska za kierownicą? Na prostej drodze? To nie jest jakaś spektakularna umiejętność, zwłaszcza, że jednym z podstawowych warunków programu jest posiadanie prawa jazdy. Nie powielaj tej maniery, powiedz, albo napisz w liście o tym, jak dużo masz doświadczenia. Wystarczy. I tak potem jeszcze dwadzieścia razy zapytają cię o to na Skypie.


Jak wyglądało to u mnie?

Zarys scenariusza powstawał miesiąc. Cały lipiec codziennie chodziłam na basen i robiąc około 80 długości kraulem myślałam sobie o tym, jak to ma wyglądać. Jak większości moich genialnych pomysłów, tych również nigdzie nie spisywałam, więc faktyczny scenariusz cały czas miałam w głowie, a napisałam sobie tylko mój tekst mówiony. Przed rozpoczęciem zdjęć (ależ to „pro” brzmi) wiedziałam tylko, że moje kwestie chcę poprzecinać zabawami z dziećmi, plus pomyślałam sobie, że będzie fajnie jak zrobię mikroankietę w której dzieci powiedzą, co o mnie sądzą. Zdjęcia trwały dwa popołudnia. Powinny trwać trzy, ale ponieważ cały czas miałam obok siebie całą piątkę dzieciaków, zadecydowałam, że to co mam musi mi wystarczyć. Montowałam jeden wieczór, plus potem jeszcze parę razy wprowadzałam jakieś drobne poprawki. Koniec końców była to naprawdę fajna zabawa i dla mnie, i dla A., i dla dzieci (chociaż M. podeszła do sprawy bardzo profesjonalnie i była fantastycznym zastępcą reżysera- „Świetnie Karo, pomyliłaś się tylko pięć razy, w takim tempie na pewno zdążymy!”) Serio, żałujcie, że nie pokazuję tutaj więcej moich wpadek ;-))


Mam nadzieję, że pomogłam, a wy dajcie znać czy może o czymś zapomniałam wspomnieć i jak podoba wam się mój filmik. 

5 komentarzy :

  1. A filmik dopiero przede mną! Opóźniam go jak tylko mogę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale to naprawdę fajna zabawa! w razie czego służę pomocą :))

      Usuń
  2. Hej, ja nie kręciłam filmu,ale właściwie to fajny pomysł i Twoje dzieło bardzo mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w mojej agencji film był obowiązkowy, bez tego nie mogłam umówić się na interwiev.
      dziękuję!

      Usuń
  3. Bardzo ciekawe i cenne uwagi :)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka