czwartek, 22 grudnia 2016

Krystynka wraca z Wiednia.

Chwilowy przestój na blogu spowodowany był nagromadzeniem spraw wszelakich. Ale już prawie się uspokoiło. Można w spokoju piec pierniki i szorować parkiety. Nowe teksty się piszą, a póki co zapraszam na garść obrazków z wycieczki do Wiednia, na którą wybrałam się prawie miesiąc temu.

wtorek, 6 grudnia 2016

Pamiątki ze Stanów.

Dzisiaj Mikołajki. Blogi i instagramy zalewają zdjęcia dóbr wszelakich znalezionych rankiem pod poduszką*. Pomyślałam, że w sumie czemu nie wpisać się w ten nurt, ale ponieważ tematy au pairkowe jeszcze nie zostały przeze mnie definitywine domknięte postanowiłam pokazać wam prezenty jakie sprawiłam sobie w Stanach.

czwartek, 24 listopada 2016

Seria niefortunnych zdarzeń, czyli „Małe życie” Hanya Yanagihara.

Jedno słowo: czytajcie! Będzie wam potem smutno, źle i nieszczęśliwie, ale zaprawdę powiadam wam- czytajcie. I jeśli mielibyście w tym roku przeczytać tylko jedną książkę, to niech to będzie ta książka. Bo to doskonała powieść jest.

czwartek, 17 listopada 2016

Nie pytajcie mnie jak było w Ameryce, czyli lista pytań zakazanych.

Mam swoiste deja vu. Jestem niemal pewna, że niecały rok temu napisałam już ten wpis. No tak, napisałam o tych wszystkich irytujących pytaniach, które ludzie (często bez złych zamiarów) zadawali mi przed wylotem [klik] i myślałam, że mam to już z głowy. O święta naiwności! Zapraszam zatem na część drugą, czyli czego nie mówić, żebym nie zaczęła rzucać talerzami.

piątek, 11 listopada 2016

Opowiedz mi bajkę, czyli KONKURS!

Dzisiaj nie będzie mojego literkowania, ponieważ pomyślałam sobie, że chętnie poczytam coś od Was. Otóż po moim powrocie dostałam od Was tak dużo maili, że uświadomiłam sobie, że wokół tego bloga powstała już jakaś społeczność. I może pomyślicie sobie, że to przesadna skromność z mojej strony, ale ja naprawdę bardzo długo byłam przekonana, że tego bloga czytam tylko ja i Ew, no i może jeszcze czasami A.

środa, 2 listopada 2016

Home.

Piszę do was...z Bochni. Wait, what i że co? Tak, ja jestem stara szkoła, więc musi być jak u Hitchcocka. Zaczyna się trzęsieniem ziemi, a potem napięcie powoli wzrasta. Jak to się stało, że bez zapowiedzi znalazłam się po drugiej stronie oceanu? Czek dys ałt.

poniedziałek, 24 października 2016

z archiwum: kwiecień 2015, czwartek.

Nic nie zapowiadało, że tamten czwartek będzie się jakoś szczególnie różnił od wszystkich pozostałych czwartków. Chyba, że weźmiemy pod uwagę, że wtedy pierwszy raz od trzech lat udało mi się w końcu zapleść warkocza francuskiego. Co prawda nie miał jeszcze pożądanej długości i kilka kosmyków niesfornie wypadało, ale gdy się resztę włosów chwyciło na dole w niesfornego koczka wyglądało to (jak stwierdziła K.) całkiem uroczo. 

piątek, 21 października 2016

poniedziałek, 10 października 2016

Ulubione kwadraty.

Nieskromnie muszę przyznać, że jestem fanką własnej twórczości na Instagramie. Chyba właśnie to medium społecznościowe jest moim ulubionym i to właśnie je traktuję nieco jak pamiętnik. Nie myślę za dużo o tym, jakie to smutne, że w miłych momentach życia łapię za telefon, żeby cyknąć fotkę. Nie widzę w tym nic złego.

czwartek, 6 października 2016

Z rejestru strasznych snów.

Już niemal cyklicznie na tym blogu wyjawiam wam jakąś wielką dotyczącą mnie tajemnicę. A to wymsknie mi się, że nie jestem dość fajna, a to że totalnie odstaję od wyobrażenia o au pair. No więc dzisiaj lecimy z tym dalej.

niedziela, 11 września 2016

I ❤ NYC more than ever.

Piętnaście lat temu wróciłam ze szkoły. Był wtorek, a na obiad zupa ogórkowa. Kuchnia, drugie piętro czynszowej kamienicy, w miasteczku mniejszym, niż którykolwiek z okręgów w Mieście. W pierwszym programie Polskiego Radia przerwano piosenkę, żeby przekazać informację o tym, co stało się za oceanem. Samolot, dwie wierze, terroryści, ranni i zabici. Niewiele rozumiałam. Jedynie tyle, że oto na moich oczach zmienia się świat w którym żyję. Jedynie tyle, że ktoś skrzywdził miasto, w którym tak bardzo chciałam zamieszkać.

sobota, 13 sierpnia 2016

O tym, dlaczego jeszcze nic.

Ci z was, którzy śledzą mnie na insta czy snapie wiedzą, że niedawno byłam na wakacjach. Ci z was, którzy czytają mnie regularnie i wiedzą, jak szybko po powrocie dodaję wpisy podróżnicze dziwią się zapewne, dlaczego do tej pory taka cisza na blogu. Otóż odpowiadam.

poniedziałek, 25 lipca 2016

It's way too sunny in Philadelphia*.

Oprócz słonecznej New Jersey w poprzedni weekend zahaczyłam również o Filadelfię. I chociaż była zdecydowanie bardziej słoneczna od Ocean City, a upał dawał się we znaki tak, że mrożona herbata i cztery gałki lodów ledwo dawały radę nieco go zrównoważyć, to była to zdecydowanie fajna niedziela.

środa, 20 lipca 2016

Garden state.

Podróże kształcą. To bardzo wytarty slogan, jednak bez wątpienia prawdziwy. Nauczyć mogą rozmaitych rzeczy, rok temu, jadąc do Wrocławia, dowiedziałam się, że jestem wstanie wytuszować sobie rzęsy o godzinie 4.30 nad ranem bez wybijania przy tym oka, oraz że fotografowanie krasnali daje frajdę jedynie do piątego zdjęcia. Wniosek z tego taki, że wcale nie musi być daleko, żeby wrócić mądrzejszym. A czego można się dowiedzieć na południu New Jersey?

czwartek, 14 lipca 2016

Każda wielka podróż zasługuje na wielki powrót, czyli "Historia nieudanej ucieczki z miasta Warszawy"

Pamiętacie mój ostatni wpis z Florydy? Pytałam was wtedy, czy chcecie żebym czasem wracała do pop-kulturalnych tematów i pisała o książkach. Trochę czasu minęło, ale pamiętam, że chcieliście. No więc teraz sami jesteście sobie winni.

sobota, 9 lipca 2016

środa, 29 czerwca 2016

Tak naprawdę nie łączy nas nic, nic poza tym miejscem.

Moja najlepsza przyjaciółka tutaj kilka tygodni temu znalazła się w rematchu. W jednym z najbardziej dziwnych, kuriozalnych i niesprawiedliwych rematchy o jakich słyszałam, ale nie o tym tutaj. T. była osobą, którą poznałam pierwszego dnia po przyjeździe do Fairfield i to przede wszystkim jej zawdzięczam to, że tak szybko się tutaj odnalazłam, nie dopadł mnie homesick i nie wyłam wieczorami w poduszkę. A teraz jest dwadzieścia minut drogi od Kanady, a ja naprawdę nie wiem, jak długo jeszcze będziemy do siebie pisać na fejsie i wysyłać sobie fotki z filtrem psa na snapie.

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Homesick dopada mnie w metrze.

Pociąg relacji New Heaven- Grand Central z jakiś powodów nazywa się metrem. Za dwanaście dolarów, w mniej niż półtorej godziny jest w stanie zabrać mnie do Miasta Świateł, Snów i całej reszty epitetów, którymi od lat opisują je mniej lub bardziej sprawni poeci.

czwartek, 2 czerwca 2016

I że cię nie opuszczę.

Stało się. A tak się zarzekałam, że mnie to nie będzie dotyczyć. Że za mądra jestem. Za poważna. Że nie stracę głowy. A tu proszę, kilka randek, chociaż tak naprawdę wystarczyła już ta pierwsza, nawiasem mówiąc średnio udana, a ja wiedziałam, że to jest to. Że już nigdy nie zapomnę. Zakochałam się w Mieście.

piątek, 27 maja 2016

PRAWDZIWA AU PAIR MUSI.

Wszystko wiem, nic nie musisz mówić. Weszłaś na ten wpis wpisując tytuł w google, bo boisz się, że na facebookowej grupie zjedzą cię za kolejne pytanie w tym stylu (i słusznie!). Albo właśnie nie, czytasz mnie od dawna i przekonana jesteś, że o programie wiesz wszystko, no bo co to za wielka filozofia- 45 godzin pracy w tygodniu, 14 dni urlopu, 6 kredytów, wszystko. Wszystko? No to patrz!

środa, 18 maja 2016

To nie jest angielski! Czyli w jakim języku mówi się w Stanach?

Jeszcze w Polsce, gdy byłam pytana po co w ogóle do tych Stanów jadę, a bardzo nie chciało mi się opowiadać całej historii życia i wszystkich czynników, które stały za tą decyzją, ucinałam pytanie krótkim „żeby popracować nad angielskim”. Otrzymywałam wtedy spojrzenie pełne politowania i kilka słów w stylu „no tak, tak, ale przecież w USA nie mówi się takim PRAWDZIWYM ANGIELSKIM”. Ponieważ wyobraźnię mam bujną od razu przed oczami stawał mi obraz neandertalczyków z trudem usiłujących wyartykułować chociaż jedno słowo w języku lengłydż. A teraz mija mój kwartał tutaj (serio? Ale ten czas... sami wiecie co!), a ja próbuję odpowiedzieć na pytanie w jakim języku mówi się w Stanach?

poniedziałek, 16 maja 2016

Back on track.

Czasem na facebookowym czacie piątce ludzi z pięciu różnych krajów naprawdę ciężko jest się porozumieć co do tego jak spędzić niedzielne popołudnie. I to wcale nie przez barierę językową, a jedynie przez koszmarne niezdecydowanie.

poniedziałek, 9 maja 2016

The game is afoot.

Baseball to więcej niż sport; to ważna część wizji świata, istotny element życia rodzinnego i społecznego. Kto zamierza próbować zrozumieć Amerykę, winien zacząć od zgłębienia zasad i historii tej gry.

poniedziałek, 2 maja 2016

O dziecięciu.

Dzisiaj będę opowiadać straszne rzeczy. Do tego stopnia straszne, że jak już skończę, to będę musiała spalić moją szarfę najlepszej na świecie Au Pair. To znaczy musiałabym, gdybym wcześniej takową miała. Na szczęście nie mam.

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Holly routine.

Moja host mom zapytała mnie ostatnio, czy jestem szczęśliwa. Przypuszczenie, że być może nie, wysnuła na podstawie tego, że podobno przez trzy dni zamieniłam z nią dokładnie pięć zdań. Chwilę zajęło mi przekonanie jej, że taka już jestem i że tak po prostu mam. Że jak czuję się dobrze i bezpiecznie, to przestaję mówić. No bo o czym tu rozmawiać.

piątek, 22 kwietnia 2016

Cóż z tego, że pięknie, jak obco, czyli drugi raz na Florydzie.

Wszystko było. Było słońce i gorący piasek. Był basen pływacki i fale w oceanie akurat takie, że przy przeskakiwaniu słona woda nie dostaje się do oczu. Były palmy i słodkie owoce. I wiecie co? Cieszę się, że to tylko tydzień i że już wróciłam.

środa, 13 kwietnia 2016

Wszystkie pytania których nie zadałam mojej host rodzinie (i jak na tym wyszłam)?

Tym wpisem chcę w jakiś sposób odnieść się do „listy pytań do potencjalnej host rodziny”, którą można znaleźć na prawie wszystkich au pair blogach. Z drugiej strony chcę Wam w końcu trochę opowiedzieć o ludziach z którymi mieszkam od ponad miesiąca. Z trzeciej- wrócę pamięcią do mojego procesu matchowania i napiszę jakie kryteria były dla mnie wtedy ważne (o samych matchach pisałam już dawno, o tutaj [klik]).

niedziela, 10 kwietnia 2016

Do nieba leci mały rycerz, do nieba jest najbliżej z Polski.

Pisząc o nim czuję się niezręcznie. Co bowiem odkrywczego można napisać o człowieku, który w swoich tekstach zawarł już wszystko. Co można napisać o człowieku, który (zaraz po rodzicach) wszystkiego mnie w życiu nauczył. I z tych rzeczy całkiem przyziemnych (w końcu to jego piosenek słuchałam przekonując siebie i wszystkich wkoło, że przygotowuję się w ten sposób do matury) i tych naprawdę ważnych (na przykład że słowa „zbaw mnie od nienawiści, ocal mnie od pogardy Panie” to jedyna modlitwa, jaką warto codziennie odmawiać).

wtorek, 29 marca 2016

Wielkanoc.

Nie było mycia okien i trzepania dywanów. Stół nie uginał się pod ciężarem czterdziestu ośmiu ciast, pięciu tuzinów jajek z chrzanem, wędliny (koniecznie wyrób własny) i sałatki jarzynowej. Żadnego koszyczka i spaceru do kościółka z babcią w sobotnie przedpołudnie. Niedzielny poranek bez dźwięku dzwonów i głośnego, radosnego „Alleluja!”. Trochę nieswojo, trochę to dziwne.

wtorek, 22 marca 2016

One month.

Zacznę dzisiaj tym najbardziej sztampowym zdaniem, które przeczytać można na wszystkich au pair blogach: nie przypuszczałam, że czas tutaj będzie tak szybko uciekać! Miesiąc temu o tej godzinie dojeżdżałam na lotnisko. A wydaje mi się jakby to było tydzień temu.

poniedziałek, 14 marca 2016

Trzy kolory czerwone.

Takie, proszę Państwa, prowadzę tutaj fancy życie, że w ciągu trzech tygodni już trzy razy leciałam samolotem. Z moich obliczeń wynika, że wystarczą jeszcze dwie podróże tam i z powrotem i okaże się, że w tym roku latałam więcej niż przez całe swoje dotychczasowe życie. Kto by to pomyślał jeszcze pół roku temu...

wtorek, 8 marca 2016

Trzy kolory niebieskie.

Drugi wpis w ciągu dwóch dni, ale spokojnie, nie regulujcie odbiorników, to już na pewno ostatni spam w tym tygodniu. I do czytania wiele dziś nie będzie, więc jeśli brakuje Wam liter, to zerknijcie na tekst wczorajszy (#obowiązkowareklama), bo dzisiaj to głównie ładne obrazki.

poniedziałek, 7 marca 2016

Previous au pair.

W poprzednim wpisie wymsknęło mi się, że przyjechałam do rodziny, w której była jeszcze przez chwilę poprzednia au pair. Pierwszy raz po tekście zdarzyło mi się dostać od Was maile (co jest bardzo miłe, róbcie to częściej!), jednak ich treść nieco mnie przeraziła. Oto bowiem bladłyście z przerażenia i chciałyście zrywać matche, bo w waszych host rodzinach macie być od początku same, albo w ogóle miałyście być ich pierwszą w życiu au pair. I chociaż każdej z Was starałam się odpisać, to myślę sobie, że to jest też dobry temat na osobny wpis. Pokażę Wam jakie z mojego punktu widzenia są zalety i wady dwóch au pairek w domu.

czwartek, 3 marca 2016

sobota, 27 lutego 2016

This is it. Lot, orientation, pierwsze dni.

Dzieeeń dobry, tęskniliście? Widzę, że całkiem ładnie sobie radziliście podczas mojej nieobecności, statystyki poszły w górę, fejm się zgadza. W każdym razie jestem, leżę na moim nowym łóżku, w moim nowym pokoju, z widokiem (tak, tak- mam okno. Ba, mam nawet dwa okna!) trochę bardziej przypominającym norweski niż amerykański i zaczynam to, co wychodzi mi najlepiej- przepisywać wszystkie myśli, wrażenia i emocje na słowa i strasznie będzie super, jeśli zechcecie mi w tym towarzyszyć. Gotowi? No to lecimy.

sobota, 20 lutego 2016

Too much stuff to pack.

Och, ależ miał być dzisiaj piękny wpis! Miało być jak się spakować, żeby nie zwariować, co brać, czego nie brać. Miało być dużo pięknych zdjęć sweterków ułożonych w równiutką kosteczkę i baletek wypchanych skarpetkami. Miało. Ale rzeczywistość jak zwykle zweryfikowała plany.

niedziela, 14 lutego 2016

Wszyscy mężczyźni mojego życia, czyli szalenie poważny wpis walentynkowy.

Lubicie Walentynki? Mnie tam one ani ziębią, ani grzeją, ale ponieważ każdy pretekst jest dobry, żeby poczynić wpis tematyczny, to umówmy się, że w tym roku je świętuję. Nie będzie co prawda serduszek, czekoladek i kolacji przy świecach, ale będzie o miłości i to najsilniejszej z możliwych. Będzie o miłości popkulturalnej.

piątek, 12 lutego 2016

Nie jest źle, jest dobrze, czyli "Planeta singli".

 Dzisiejszy wpis jest niemałym zaskoczeniem nawet dla mnie. Będę wam bowiem polecać film, co do którego mam całą masę zastrzeżeń, ale który jednocześnie całkiem mi się podobał. Tak całkiem, że zamówiłam sobie kolejne bilety na walentynki.

poniedziałek, 8 lutego 2016

Nie wiem co obejrzeć, czyli krótki przewodnik jak wybierać film na wieczór.

Od jakiegoś czasu raczej nie proszę znajomych o polecenie filmu. Nie żebym im nie ufała w kwestii kinowych preferencji, ale po pierwsze sama dobrze wiem, jak trudno satysfakcjonująco odpowiedzieć na tak z pozoru błahe pytanie jakim jest „co mogłabym dziś zobaczyć?”, a po drugie opracowałam kilka systemów wybierania filmu na wieczór. Sama też nie lubię polecać ludziom filmów. Jakoś wydaje mi się, że mam mocno specyficzny gust filmowy i jest mi zwyczajnie głupio, gdy kogoś nie powala mój ukochany film. Dlatego dzisiaj ten tekst. Będę wysyłać linka znajomym przy kolejnej prośbie „Karo, rzuć jakiś fajny film”. A Wy pewnie macie, albo zaraz będziecie mieć ferie, więc może też skorzystacie.

niedziela, 31 stycznia 2016

Piąta z czterech stron.


A mnie wciąż się pytają, czy w ogóle są tu drzewa,
jak oddychać
i czemu po niemiecku nie śpiewam?”

Byliście kiedyś w Katowicach? Jeśli nie jesteście ze Śląska, albo nie macie tu rodziny, to pewnie nie. I spoko, całkiem to rozumiem, bo mi też przez dziewiętnaście lat nie przez myśl nie przeszło, żeby tu przyjechać. Do momentu, aż musiałam tu zamieszkać. I wiecie co? To jest strasznie fajne miasto.

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Jeśli go nie znałeś, to nie żałuj, czyli bez zachwytów o „Skazanym na bluesa” w Teatrze Śląskim.


Byłam w teatrze. Wyjście do teatru jest dla mnie zawsze wydarzeniem miłym i wyczekuję go z niemałym podekscytowaniem. Tym razem podekscytowanie było całkiem ogromne przynajmniej z kilku powodów. Po pierwsze- miała to być moja pierwsza wizyta w Teatrze Śląskim. Po drugie strasznie dawno nigdzie nie wychodziłam, więc możliwość ubrania się jak człowiek stanowiła przyjemną odmianę (nieważne, że przemarzłam strasznie). Po trzecie, na bilety polowaliśmy od premiery, więc radość, gdy udało nam się je w końcu kupić na 4 miesiące przed spektaklem (w dodatku w pierwszym i drugim rzędzie na środku) była wielka. Po ostatnie- byłam strasznie ciekawa jak Arkadiuszowi Jakubikowi wyszło przeniesienie na deski teatru jednego z moich ulubionych filmów. Ale niestety wyszło mocno średnio.

piątek, 22 stycznia 2016

Już za chwileczkę, już za momencik... czyli o tym, jak się czuję miesiąc przed wylotem.


Wiecie, że to dokładnie dzisiaj? Równiuteńko za MIESIĄC lecę do Stanów! I jest to tak bardzo niesamowite, że to JUŻ TYLKO MIESIĄC, że właśnie te wszystkie kłębiące się we mnie myśli i emocje będę dziś rozpracowywać. Jeszcze przy okazji daty, dopiero całkiem niedawno uświadomiłam sobie, że 22 lutego jest Dniem Myśli Braterskiej. Serio, harcerka z pięcioletnim stażem nie mogła sobie wymyślić lepszego startu. :-)

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Nie jestem dość fajna.


Tyle się ostatnio słyszy o rematchach, koszmarnych rodzinach i uciemiężonych Au Pair, że sama zaczęłam trochę się bać. Ale oczywiście, jak to ja, boję się zupełnie na odwrót.

piątek, 15 stycznia 2016

Pa Profesorze, albo no przecież nie będę tu płakać.

Kadr z filmu "Harry Potter i Zakon Feniksa"

Dzisiaj tekst wielce egoistyczny. Piszę, bo mi smutno. Alan Rickman powrócił do świata pełnego czarownic i czarodziejów, a ja sobie troszkę porozmyślam. Tak żeby nie ronić łez. 

piątek, 8 stycznia 2016

Tęskniłam! Czyli dość emocjonalny zapis wrażeń po Sherlocku i upiornej pannie młodej.

Wiecie co było wczoraj??? Wczoraj był dzień dziecka połączony z Gwiazdką, Mikołajem i urodzinami. Był dziki tłum w kinie i młodzież snapująca pierwszą scenę „Sherlocka i upiornej panny młodej” (oj dawno z taką siłą nie poczułam, jaka już jestem nie najmłodsza). I tak siedząc sobie na tym wywalczonym środkowym fotelu na samym środku sali czułam się szczęśliwa. Czułam radość i ekscytację i prawdziwe zadowolenie, z tego co zostało mi pokazane na ekranie. Problem w tym, że piszę o tym dopiero dziś. A rozpuszczonemu dziecku przez noc nawet najbardziej hiper super ekstra prezent może się znudzić (tak źle nie będzie, o czym za chwilę.)

  Starałam się pisać bez większych spoilerów. Z naciskiem na "starałam" i "bez większych".

poniedziałek, 4 stycznia 2016

TO DO LIST

Kiepska jestem w postanowienia noworoczne. Z zeszłorocznymi poszło słabo, zamiast schudnąć- przytyłam, zamiast więcej się ruszać- zaczęłam oglądać seriale #typowo. Więc w tym roku nie robię żadnych poza jednym- chcę fajnie przeżyć ten rok. Już teraz wiem, że będzie inny niż wszystkie poprzednie, a ja tak bardzo chciałabym zapamiętać go dobrze. Stąd ta lista. Nie traktuję jej jakoś bardzo serio, nie twierdzę, że zrealizuję wszystkie gwiazdki. Będzie super jak się uda, będzie fajnie jeśli jednak nie wszystkie. Bez spiny. Co do wymienionych tutaj miejsc, wiadomo nie nastawiałam się na jedno, wymarzone miasto do zamieszkania, ale strasznie się cieszę, że znalazłam rodzinę na wschodnim wybrzeżu. I to całkiem nad oceanem! Pustynia jakoś mnie nie cieszy, w przeciwieństwie do miast. Kalifornia jest na liście tak trochę z ciekawości, ale to zobaczymy, czy wystarczy czasu i pieniędzy.
Jeszcze wam się nie chwaliłam, ale między innymi tacy panowie będą pilnować, żebym miała dobry rok. Taki piękny kalendarz dostałam w prezencie na SecretSanta. Mała fangirl w środku mnie piszczy z radości. :))

piątek, 1 stycznia 2016

Co darował, co wziął.



Od paru lat zadając sobie pod koniec roku pytanie co mi się właściwie przez ostatnie dwanaście miesięcy przydarzyło, z niemałą dozą zaskoczenia i niedowierzania dochodzę do wniosku, że ja to mam jednak fajne życie. Nie żeby jakieś spektakularne. Wybitnie niefilmowe. I mimo że całkiem często zdarza mi się płakać, to z nikim nie zamieniłabym się na życia. Zwyczajnie lubię być Karo.
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka