środa, 13 kwietnia 2016

Wszystkie pytania których nie zadałam mojej host rodzinie (i jak na tym wyszłam)?

Tym wpisem chcę w jakiś sposób odnieść się do „listy pytań do potencjalnej host rodziny”, którą można znaleźć na prawie wszystkich au pair blogach. Z drugiej strony chcę Wam w końcu trochę opowiedzieć o ludziach z którymi mieszkam od ponad miesiąca. Z trzeciej- wrócę pamięcią do mojego procesu matchowania i napiszę jakie kryteria były dla mnie wtedy ważne (o samych matchach pisałam już dawno, o tutaj [klik]).

Żeby jakoś tak po kolei- jaki ja mam w ogóle problem z tą listą? Przyszła Karo i znowu się czepia, pomyślicie. Nic bardziej mylnego, ale problem mam, chociaż może nawet bardziej ze sobą. Otóż jestem osobą, która nie za bardzo umie pytać w ogóle, a już kompletnie nie umie pytać o pieniądze. Minus jest taki, że prawdopodobnie nigdy nie będę bogata, ale niestety wyznaję filozofię, że jeśli kasa jest problemem, to nie ma problemu i rozmowy o pieniądzach zwyczajnie mnie peszą. Wolę sobie nie wyobrażać jak grube miliony przeszły mi koło nosa, bo głupio mi było się o nie upomnieć, z drugiej strony wychodząc z kimś na piwo, czy pizzę niemal nigdy nie rozliczam się co do złotówki. Wychodzę z założenia, że raz ja zapłacę więcej, innym razem druga strona, gdzieś tam się to wszystko wyrówna. Bo nie kasa jest najważniejsza. Więc zwyczajnie byłoby mi wstyd zapytać obcych ludzi przez skypa, czy będą mi kupować szampony. Kurde serio. Duża butelka żelu pod prysznic tutaj to wydatek równoważny z kawą w Starbuksie. Sami pomyślcie, czy warto się o to kłócić.

Dobra- powiecie. W tym wypadku może mam rację, ale przecież jest o wiele więcej kwestii finansowych, które powinno się poruszyć- jest jedzenie, opłaty za paliwo, szkołę, czy telefon. I przyznaję tutaj być może dała o sobie znać moja naiwność, ale o to również nie pytałam. Bo wiecie, ja naprawdę wierzę w ten program. I szukałam rodziny, która również w niego wierzy. Mam przez to na myśli, że au pair nie jest dla niej substytutem taniej siły roboczej. Że respektuje regulamin, który wyraźnie stanowi o tym, co rodzina ma obowiązek zapewnić. Nie przeczę, mogłam się naciąć. Ale naprawdę rozmawiając z tymi ludźmi czułam, że rozumieją o co mi chodzi. Że nie zrobią mi krzywdy.

Jaka jest więc ta moja host rodzina? Fajna, kochana i cudowna. Poważnie. Co śmieszniejsze jej profil w procesie matchowania był jednym z tych, które dziewczyny opisujące każdy swój match po kolei zazwyczaj od razu odrzucają. Nie było w nim nic poza podstawowymi informacjami- imiona, miejscowość, wiek dziecięcia, żadnych zdjęć. Zaraz potem dostałam jednak maila z ich opisem, z którego biło takie ciepło, że musiałam z nimi porozmawiać. Czy mają wady? O Boże, jeszcze ile! Czy bywa ciężko? Bywa. Oglądając profile rodzin, patrząc na wszystkie te uśmiechnięte, wystylizowane fotografie wydaje nam się, że to ludzie wyjęci z serialu, a już na pewno z amerykańskiego snu. Tymczasem nie. To ludzie, którzy mają swoje problemy i przyzwyczajenia. Często różne od naszych. To ludzie, którzy wychowali się w innym kręgu kulturowym. Często w zupełnie innym od naszego. Nie wszystko przedyskutujesz na Skypie. Są rzeczy o które nawet do głowy nie przyjdzie ci zapytać, bo wydają się tak oczywiste. W twoim kraju, w twoim domu. Tutaj jesteś u nich.

Dlatego wiecie- ja naprawdę nic nie mam do tych wszystkich list z pytaniami. Chcecie- pytajcie. Rozmowy są ważne. Tylko no właśnie- rozmowy, a nie obustronne przerzucanie się pytaniami. Szczerze mówiąc źle czułam się podczas rozmów w których potencjalni host rodzice recytowali pytania z kartki. Ja nie mówię, że to źle, tylko po prostu nie dla mnie. Bo ciągle wyobrażam sobie ten program bardziej jako wymianę kulturową, niż prawdziwą pracę. I niezręcznie mi było, gdy ktoś przeprowadzał ze mną rozmowę kwalifikacyjną z prawdziwego zdarzenia.

W nawiązaniu do poprzedniego akapitu- czego więc oczekiwałam od przyszłej host rodziny? Tego, że będą mnie traktować jak członka rodziny. Nie wiem jakie wy macie relacje z własną rodziną, ale ja z moją nie spędzałam nigdy 24 godzin na dobę, nie mówiłam wiele o sobie. Zazwyczaj żyłam własnym życiem, ale mając poczucie, że w każdej chwili mogę przyjść, przytulić się i powiedzieć, co jest nie tak. I dokładnie taką host rodzinę znalazłam. Kolejną ważną kwestią był dla mnie brak godziny policyjnej. Z powodów czysto ambicjonalnych. Uważam, że ludzie, którzy oddają mi pod opiekę własne dziecko muszą mieć do mnie zaufanie. Muszą wiedzieć, że jestem na tyle odpowiedzialna, że sama wiem jak się zachowywać i o której wracać, żeby następnego dnia dobrze wykonywać swoje obowiązki. Wiecie ile razy w ciągu tych prawie dwóch miesięcy wróciłam do domu po 22? Dwa. W tym raz po wycieczce do Waszyngtonu. Ostatnia rzecz- brak regulaminu, czy planu dnia rozpisanego punkt po punkcie. Tutaj do głosu doszła moja niezależność. Nie umiem żyć według planu. No nie umiem i już. Poza tym idiotycznie bym się czuła, gdy ktoś rozpisywał mi ze szczegółami co mam robić- 8pm: kąpiel, 8.20: mycie ząbków- miałam taką rodzinę! Ja nie mówię, że to jest z założenia złe, być może ktoś się w takim systemie lepiej odnajduje. W moim planie tygodnia mam zapisane wyłącznie godziny w których pracuję i zajęcia na które powinnam odwieźć dziecięcie. Gdyby ktoś mi wpisał z grafik, że zawsze po śniadaniu mam rozpakować zmywarkę umierałabym z frustracji, bo oto ktoś dyktuje mi co mam robić. Tymczasem tutaj bywa że pomykam po kuchni z talerzami dwa razy dziennie, chociaż nie należy to do moich obowiązków. Ale tak robi się żyjąc w rodzinie.


Dodam jeszcze, że kiedy wy czytacie ten tekst, ja znowu opalam się na Florydzie (oby tym razem bardziej na brązowo i bez żadnych oparzeń). Tak wygląda idealne życie w zwyczajnie nieidealnej rodzinie. 

8 komentarzy :

  1. i tak chyba najlepiej, sama z chęcia zamieszkałabym z taką rodzinką, tez nienawidzę zyc według planu.
    Bardzo fajny blog, obserwuje :)/Karolina

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, ja lubię plany, może nie takie co do minuty, ale sprecyzowanie oczekiwań i zadań tygodniowych, których oczekuje ode mnie rodzina pozwoliło uniknąć nieporozumień.
    Prawda jest taka, że na Skype prawie nic nie przedyskutujesz z rodziną. Ja rozmawiałam raz ze swoją rodziną, ale mam wrażenie, że nawet jakbym siedziała tydzień i gadała z nimi to wątpię,że wiedziałabym o nich więcej. Kolejność tak naprawdę jest następująca: najpierw się na coś decydujesz a potem widzisz jak to wygląda w rzeczywistości. I tak jest zarówno z wyborem rodziny w programie au pair, jak z wyborem studiów, pracy i innych ważnych życiowych kwestii.
    Wyłowiłam z Twojego wpisu ważną myśl jaką jest, że interpretujemy to co rodzina mówi do nas, bazując na własnych doświadczeniach, nie biorąc pod uwagę różnic kulturowych. Zgadzam się w stu procentach. Taki prosty przykład: jestem w rodzinie, gdzie jest dziecko niepełnosprawne i podczas rozmowy byłam przekonana, że edukacja specjalna dla niepełnosprawnych wygląda dokładnie tak samo jak w Polsce. A tu zaskoczenie! Bo norweski system edukacji specjalnej jest całkiem inny. Mało szkół specjalnych, większość dzieci z niepełnosprawnością chodzi do masowych szkół, które nie odpowiadają ich potrzebom i możliwościom. "Asystenci" w takich szkołach faktycznie asystują, ale wyłącznie fizycznie bo często nie mają nawet wykształcenia choćby z pedagogiki ogólnej. A jak nie dają rady to biorą 3 - miesięczne zwolnienia lekarskie. W szkołach specjalnych są dzieci, które faktycznie funkcjonują na tak niskim poziomie, że po prostu samodzielnie nie dają sobie rady. I to jest dla mnie kompletnie inna rzeczywistość. Tak jak pisałaś, rodzina to osobny system, ze swoimi problemami i przyzwyczajeniami. I myślę, że my jako goście powinnyśmy to akceptować. A jeśli nie, to zawsze zostaje opcja zmiany rodziny. I uważam, że zostawienie takiej otwartej furtki jest bardzo pozytywne, na wypadek gdyby sie jednak okazało, że nie płyniemy na tej samej fali. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mądry komentarz, dziękuję!
      U mnie brak planu sprawdza się o tyle, że tak naprawdę mój dwunastolatek jest królem i on dyktuje, co chce robić wciągu dnia- bezstresowe wychowanie, aż chyba popełnię o tym wpis :) więc w tygodniowym rozkładzie jazdy mam zaznaczone tylko zajęcia dodatkowe na które muszę go zawieść. o oczywistościach takich jak nakarmić i odrobić zadanie domowe sama pamiętam, nie muszę mieć tego na kartce :)
      Bardzo dobry przykład z edukacją specjalną. W moim przypadku jeszcze nie doszukałam się jakiś wielkich różnic, raczej tylko te z kategorii "małe dziwactwa", jak na przykład to, że moja superhigieniczna rodzina zmywa naczynia przed włożeniem ich do zmywarki. Nie opłukuje z resztek jedzenia, tylko normalnie myje, płynem do naczyń. Taki drobiazgów było jeszcze kilka i ciągle dochodzą nowe zazwyczaj wprawiając mnie na kilka dni w stan głębokiego oszołomienia :)

      Usuń
  3. Kurcze dałas mi tym postem do myślenia, od jakiś trzech lat chcę zostać au pair, jestem dopiero w drugiej liceum także mam jeszcze dużo czasu na przemyślenia. Myślałam ,że do tej pory dowiedziałam się o programie i jego zasadach naprawdę dużo, czytałam właśnie te wszystkie listy z pytaniami i rozmyślałam, które ja zadam, ale powiem ci ,że jak przeczytałam twój post to pomyślałam: "Ona ma rację" :) Mam bardzo dobrą relację ze swoją rodziną, nawet czasami zbyt dobrą :D Właśnie dlatego jak wyjadę też chciałbym się czuć jako członek rodziny i nie potrzebuję do tego rozkładu dnia ;) Dziękuję (wiadomo o niektóre rzeczy trzeba zapytać, ale ważniejsze jest to jak się czujesz rozmawiając z rodziną ;) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, że w jakiś sposób pomogłam. do tego co napisałaś mam tylko takie zastrzeżenie, że nie zależnie jak dużo wydaje ci się, że wiesz o programie, tak naprawdę poznasz go dopiero na wyjeździe. Teraz to tylko Twoje wyobrażenia o nim. sama tak miałam :)

      Usuń
    2. Racja, zawsze kreują się jakieś wyobrażenia i nadzieję z nim z nimi związane, mam nadzieję ,że rzeczywistość nie zawiodła twoich wyobrażeń jakoś bardzo ;) Aczkolwiek to co napisałaś to tylko dodatkowa motywacja ,że trzeba tą au pair zostać i przekonać się na własnej skórze jak to wygląda :D :)

      Usuń
    3. och, w żaden sposób nie zawiodła, jest po prostu inaczej. Nie lepiej, czy gorzej- inaczej.

      Usuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka