środa, 18 maja 2016

To nie jest angielski! Czyli w jakim języku mówi się w Stanach?

Jeszcze w Polsce, gdy byłam pytana po co w ogóle do tych Stanów jadę, a bardzo nie chciało mi się opowiadać całej historii życia i wszystkich czynników, które stały za tą decyzją, ucinałam pytanie krótkim „żeby popracować nad angielskim”. Otrzymywałam wtedy spojrzenie pełne politowania i kilka słów w stylu „no tak, tak, ale przecież w USA nie mówi się takim PRAWDZIWYM ANGIELSKIM”. Ponieważ wyobraźnię mam bujną od razu przed oczami stawał mi obraz neandertalczyków z trudem usiłujących wyartykułować chociaż jedno słowo w języku lengłydż. A teraz mija mój kwartał tutaj (serio? Ale ten czas... sami wiecie co!), a ja próbuję odpowiedzieć na pytanie w jakim języku mówi się w Stanach?

Uwaga, podaję odpowiedź! W Stanach Zjednoczonych mówi się po angielsku. Nie jest to angielski brytyjski, nikt tutaj nie mówi jak królowa, chociaż mam wrażenie, że nawet w Londynie tylko Królowa mówi jak królowa. Ludzie mają tu milion różnych akcentów i czasem łatwiej ich zrozumieć, czasem trudniej, ale nie jest to jakaś bariera nie do przebicia (po tym jak udało mi się prowadzić normalne rozmowy z Haitańczykami nabrałam przekonania, że dogadam się z każdym, chociaż na początku znaczenia połowy zdań musiałam się domyślać). Kolejna sprawa to to, że nikt tutaj nie wstydzi się akcentu i wynikających z niego językowych ułomności i ograniczeń. Moja peruwiańska koleżanka T., która mówi naprawdę bardzo ładnym angielskim, choćby nie wiem jak się starała, nie potrafi wypowiedzieć słowa curfew. Ja w trzy miesiące nauczyłam się co prawda, jak wymawia się „trzydzieści” i „trzynaście”, co było moim nemezis od podstawówki, ale za to dziecięcie uświadomiło mnie, że kompletnie źle wymawiałam keys i honest, oraz całkowicie przestałam używać przymiotnika comfortable, bo przy każdej próbie nauczenia się poprawnej wymowy słyszałam „Karolina, tylko się kompromitujesz”. Bywa, są rzeczy których nie przeskoczę, bo mi aparat mowy wyćwiczony w polskich sz-ż-cz-dź nie pozwoli.

Jasne, jest trochę słów, które w Stanach mają inne znaczenie, niż nauczały nas go panie od angielskiego zakochane w Jane Austin. Na szczęście oglądałam wystarczająco dużo seriali, żeby wiedzieć, że closet to szafa, a nie coś innego, a dziecięcie bardzo szybko wbiło mi do głowy, że soccer to futbol. Z takich bardziej zabawnych sytuacji to radziłabym również na zajęciach w college'u nie pytać chłopaka, czy ma może rubber, niezależnie od tego jak bardzo przystojny by nie był. Ale to wszystko to takie rzeczy, które można zapamiętać już przy drugim usłyszeniu. W przypadku rubber, to nawet po pierwszym.

Mając dużo do czynienia z ludźmi dla których angielski nie jest językiem ojczystym, zauważyłam pewną prawidłowość. Mianowicie ja i chyba każda z moich koleżanek, ma zwrot, wyrażenie, czy jakąś część gramatyki którą wyjątkowo lubi i używa nagminnie. Dla mnie na przykład wszystko jest fancy (naprawdę uwielbiam to słowo), łapię się też na tym, że szalenie często używam question tagów. Nie lekceważcie question tagów, ja jestem w stanie zbudować na nich całą rozmowę!

A teraz to najważniejsze pytanie, czyli jak tam w zasadzie z moim angielskim i czy mi się od przyjazdu poprawiło? Otóż ja, oczywiście, mówię najpiękniejszym i najbardziej poprawnym angielskim jaki tylko potraficie sobie wyobrazić. W myślach. Często usłyszeć można, że miarą biegłości w danym języku jest automatyczne myślenie w nim. I chociaż mam nadzieję, że wszyscy tutaj wiemy, że jest to pewne uproszczenie, bo tak naprawdę nie myślimy w żadnym konkretnym języku, to zostając przy tym określeniu, mam wrażenie, że gdy ja mówię po angielsku, to nie myślę w ogóle. Na pewno grubo teraz przesadzam i w sumie trochę dumna jestem z siebie, że przestałam każdą rozmowę z nieznajomym rozpoczynać od zdania „Przepraszam, ale angielski to mój drugi język i jeszcze nie wszystko rozumiem”, ale serio wydaje mi się, że zaraz po przyjeździe mówiłam więcej i lepiej. Próbuję sobie to tłumaczyć w ten sposób, że po trzech miesiącach tutaj jestem bardziej wyczulona na błędy i częściej potrafię usłyszeć, kiedy je popełniam. Tutaj, o czym już wspominałam w którymś z poprzednich wpisów, fantastyczne jest to, że na co dzień mam do czynienia z dwunastolatkiem. Dziecięcie, nauczone doświadczeniem z dziesięcioma poprzednimi au pairkami, po pierwsze (prawie) nigdy się ze mnie nie śmieje, po drugie cierpliwie powtarza, gdy czegoś nie rozumiem (chyba, że wyjątkowo długo nie jestem w stanie zrozumieć), po trzecie nie poprawia mnie co dwa zdania i w zasadzie robi to tylko na moje wyraźne życzenie (ale jestem właśnie na etapie, że właściwie poprawiam się już sama). W każdym razie- polecam nastolatków. Angielski idzie w górę od samego gadania o piłce nożnej. Nikt cię też nie nauczy przeklinać tak jak amerykański dwunastolatek z porządnej rodziny. Potwierdzone info.

Czy uczę się tego angielskiego jakość szczególnie? No niestety nie. Niestety, bo mi się bardzo nie chce, ale powoli się mobilizuję, żeby zacząć powtarzać gramatykę dla własnego komfortu psychicznego, bo się wkurzam jak nie potrafię zbudować zdania w trzecim conditionalu. Ale jednak chłonę ten język na co dzień, oglądam z dziecięciem seriale (szczerze nienawidzę amerykańskiej telewizji, za to zakochana jestem w netflixie!) bez napisów i cieszę się jak głupia, gdy wszystko rozumiem. A coraz częściej wszystko rozumiem. A jak nie wszystko, to sobie dorozumiem z kontekstu. Albo mi dziecięcie powtórzy wyraźniej. Mam zeszyt z lemurem na nowe słówka. Czasem je nawet tam zapisuję. Trochę rzadziej je powtarzam. Ale do tego też dojdę.

W każdym razie, jak wam też ktoś wmawia, że barbarzyńscy Amerykanie nie mówią po angielsku, to machnijcie ręką. Albo podlinkujcie do mnie (statystyki się ucieszą). A jeśli boicie się, że sobie tutaj językowo nie poradzicie, to przestańcie. Wszystko ogarniecie, tylko pamiętajcie- question tagi!!!

6 komentarzy :

  1. pierwsze słyszę, zeby ktos powiedział, ze w ameryce nie mówi się po angielsku xD Albo mówi się po angielsku jakoś inaczej. Dla mnie angielski to angielski/Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja taką opinię słyszałam naprawdę często, kilka razy nawet od anglistek. No i faktycznie mówi się nieco inaczej, ale to takie niuanse jak w Polsce w gwarze krakowskiej, czy poznańskiej, że koniec końców i tak wszystko człowiek rozumie.

      Usuń
  2. Ale interesujący wpis! Będę wpadać częściej. Jeśli chodzi o tendencję do osłabiania się języka - moja HM powiedziała, że przez pierwsze parę dni mówiłam bezbłędnie. Wydaje mi się, że na początku samo powiedzenie zdania w obcym języku jest dla nas wyzwaniem i zanim je wydukamy, to ćwiczymy je parę razy w głowie. Po czasie zaczynasz reagować spontanicznie, tak samo mówisz ("brak myślenia" podczas mówienia), pozwalasz emocjom wpływać na Twoje wypowiedzi. To bardzo ciekawe na swój sposób. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U siebie też znalazłam taką zależność, że poziom angielskiego zależy od tego z kim rozmawiam. Nie mam pojęcia dlaczego, ale o wiele mniej błędów popełniam rozmawiając z dziecięciem czy koleżankami, a przy hostach, albo w sklepach/restauracjach mylę się nagminnie. Nie mniej bardzo mnie cieszy fakt, że sama wiem, kiedy zrobiłam błąd.
      Iii bardzo dziękuję za komentarz!

      Usuń
  3. Czytałam, czytałam z wielką ciekawością i nagle koniec postu, wow, niesamowity! Chociaż uwielbiam jak piszesz (chyba kiedyś Ci to napisałam, ale powtórzyć nie zaszkodzi) i bardzo chciałabym, żebyś częściej dodawała wpisy tego typu, ale wiem, że życie au pair nie zostawia nam dużo czasu na pisanie (jestem od poniedziałku w Szwajcarii i dalej nie mogę skończyć pierwszego postu).

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie komentarze uskrzydlają i sprawiają, że chcę pisać jeszcze więcej, ogromnie dziękuję! Ogólnie staram się, żeby coś z literkami pojawiało się chociaż raz na tydzień, tematów nie brakuje, czasu wbrew pozorom również i tekstów pozaczynanych mam mnóstwo, tylko momentami nie mam weny, żeby podokańczać :) niemniej- będę pisać i chociaż nie zawsze komentuję, to bardzo czekam na Twoje szwajcarskie wrażenia!

      Usuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka