poniedziałek, 25 lipca 2016

It's way too sunny in Philadelphia*.

Oprócz słonecznej New Jersey w poprzedni weekend zahaczyłam również o Filadelfię. I chociaż była zdecydowanie bardziej słoneczna od Ocean City, a upał dawał się we znaki tak, że mrożona herbata i cztery gałki lodów ledwo dawały radę nieco go zrównoważyć, to była to zdecydowanie fajna niedziela.

Filadelfia to ładne miasto. Chociaż ciągle jestem bez pamięci zakochana w Nowym Jorku, to jednak muszę przyznać, że stolica Pensylwanii i pierwsza stolica Stanów Zjednoczonych pod względem czystości i uroku bije Miasto na głowę. Tam jest po prostu ładnie. Klimatyczne uliczki, parki z lampionami na drzewach i hamakami między nimi, niemalże brak śmieci na ulicach- od razu czuć różnicę między często odrapanym i śmierdzącym Manhattanem. Filadelfia jest również bardzo malutka. Do tego stopnia malutka, że jeśli mieszkacie trzy godziny jazdy busem stąd, to nie opłaca się przyjeżdżać tutaj na dłużej niż jeden dzień, a i tak wszystko można spokojnie obejrzeć. My zaczynając naszą wycieczkę około 10, a kończąc po 17 odwiedziłyśmy wszystkie obiekty z listy „must see” wcale się przy tym nie spiesząc, siadając co chwila na kawę/lody/coś tam i zupełnie nie korzystając z komunikacji miejskiej. Był więc port, Liberty Bell, spacer wzdłuż Market Street, chińska dzielnica, wszystkie możliwe rzeźby Love i xoxo (w ogóle wydaje mi się, że pod względem rzeźb dziwnych obiektów Philly bije na głowę wszystkie znane mi miasta), Rocky Steps, ulica w flagami i kilka osiołków spotkanych przy okazji. Można? Można.


*Znacie sitcom „It's always sunny in Philadelphia”? Ja poznałam kilka tygodni przed moją wycieczką, więc nie mogłam sobie odmówić snapów z sucharami do niego nawiązującymi, których nikt nie rozumiał.

Ps. Bardzo dużo zdjęciów dzisiaj, w bardzo nieodpowiedniej kolejności, bo nie chce mi się zmieniać. Wybaczcie!
Ps2. W piątek w końcu na wakacje!!!111!oneoneone!





































7 komentarzy :

  1. Moje piękne miasto;) podejrzewam, że w te kilka godzin widziałaś więcej niż ja przez miesiąc:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aupairkujesz w Philly? Ale fajnie ci! Zamierzam wpaść tam jeszcze raz na jesień/zimę więc jak jakaś kawa czy coś to ja chętnie! :)

      Usuń
    2. Tak właśnie tu trafiłam:) koniecznie daj znać jak wpadniesz po raz kolejny;)

      Usuń
  2. Karo, kryzyzsy mają to do siebie, że mijają:) poza tym pomyśl sobie, że to nie takie "hop" spakować się i wyjechać na tyle czasu z miejsca lub miejsc, które są znane od a do z. Musisz mieć wiele odwagi w sobie. Zaczynasz od bycia aupair w USA, a za kilka lat możne zrobisz coś bardziej szalonego. Zależy jak na to spojrzysz, osobiście bardzo podziwiam za odwagę, bo ja dalekie i samotne (!) wyprawy to odbywam narazie tylko w mojej głowie. Poza tym zobacz, ile plusów masz z tego wyjazdu. Samodzielność, super ludzi, żywy angielski, nie taki "książkowy" (największe zazdro!). Trzymaj się, lubię być na bieżąco z Twoimi przygodami. Pozdrawiam cieplutko, Dominika!:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Karo, kryzyzsy mają to do siebie, że mijają:) poza tym pomyśl sobie, że to nie takie "hop" spakować się i wyjechać na tyle czasu z miejsca lub miejsc, które są znane od a do z. Musisz mieć wiele odwagi w sobie. Zaczynasz od bycia aupair w USA, a za kilka lat możne zrobisz coś bardziej szalonego. Zależy jak na to spojrzysz, osobiście bardzo podziwiam za odwagę, bo ja dalekie i samotne (!) wyprawy to odbywam narazie tylko w mojej głowie. Poza tym zobacz, ile plusów masz z tego wyjazdu. Samodzielność, super ludzi, żywy angielski, nie taki "książkowy" (największe zazdro!). Trzymaj się, lubię być na bieżąco z Twoimi przygodami. Pozdrawiam cieplutko, Dominika!:)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka