środa, 2 listopada 2016

Home.

Piszę do was...z Bochni. Wait, what i że co? Tak, ja jestem stara szkoła, więc musi być jak u Hitchcocka. Zaczyna się trzęsieniem ziemi, a potem napięcie powoli wzrasta. Jak to się stało, że bez zapowiedzi znalazłam się po drugiej stronie oceanu? Czek dys ałt.

Historia jest prosta jak szpilka i tak samo krótka- miałam rematch, nie znalazłam rodziny, dwa dni temu wsiadłam w samolot. Nie ja pierwsza, nie ja ostatnia, ale zaraz, chwileczkę Kakanko- powiecie- czy to przypadkiem nie ty średnio co dwa wpisy zaznaczasz, że masz najlepszą host rodzinę w całym programie i w ogóle wygrałaś życie? No ja. Ale różnie się życie układa.

Nie do końca chcę pisać co się stało. Mam nadzieję, że zrozumiecie*. Uspokoję was tylko, że nic strasznego, a z moją najlepszą host rodziną na świecie rozstałam się w przyjaźni i na pewno jeszcze nie raz ich odwiedzę, no bo kaman, kto by się dobrowolnie pozbywał takiej fajnej miejscówki blisko Nowego Jorku? Na pewno nie ja.

Pamiętam taki post, który jakiś czas temu pojawił się na au pairkowej grupie na facebooku- dziewczyny pisały tam o tym, co najlepszego zrobiła dla nich host rodzina. Pojawiały się tam wypowiedzi ironiczne, pojawiały się drogie i bardzo drogie prezenty, ale chyba najbardziej dominującym typem odpowiedzi były opisy trudnych sytuacji, w których host rodziny zachowały się przyzwoicie. Donosili obiadki i herbatę przy zapaleniu płuc. Nie czepiali się o skasowanie auta w wypadku samochodowym. Okazali wsparcie podczas tęsknoty za domem. Byli po prostu w porządku.


Pamiętam, że podczas matchowania z moją byłą host rodziną zapytałam się mojej poprzedniczki, czy traktują ją jak członka rodziny. Z jakiś powodów wydawało mi się to wtedy kluczowe. P. odpowiedziała mi wtedy, że hości to cudowni i kochani ludzie, na których można liczyć, ale że nigdy nie będą tak naprawdę moją rodziną. Bardzo tego wtedy nie rozumiałam, bo przecież jak to- różowe ulotki agencji zapewniały, że stanę się członkiem rodziny, będzie tęcza i jednorożce. Hej hej przyszłe au pair- jeśli macie się czegoś z tego bloga dowiedzieć, to zapamiętajcie to: nie będzie tęczy i ani jednego jednorożca ze złamanym rogiem. Z całego serca życzę ci tak cudownej i kochanej host rodziny, jak moja. Ale „host” w nazwie jest nie bez powodu. Jeśli trafisz na ludzkich hostów, to zrobią dla ciebie wiele, ale na pewno nie wszystko. I zamiast się oburzać uświadom sobie, że ty też wszystkiego dla nich nie zrobisz.

I tak właśnie było w moim przypadku- hości zrobili dla mnie sporo, za co jestem im wdzięczna, ale pewnych okoliczności nie przeskoczymy. Dziecięcie nauczy się sam przygotowywać sobie lunch cztery miesiące wcześniej (bzdura, wiadomo, że mama mu będzie robić, kogo ja chcę oszukać?) Ja miałam fajne osiem miesięcy za wielką wodą. Przeżyłam cudowną przygodę. Poznałam fantastycznych ludzi. I broń Boże, nie jest mi przykro, że wróciłam wcześniej niż planowałam. Nie można się smucić wracając do domu.



Ps. Ja skończyłam bycie au pair, ale na pewno nie skończyłam z prowadzeniem bloga! Prawdopodobnie będzie jeszcze trochę au pairkowych wpisów, dokończę serię o wakacjach i być może opiszę jeszcze kilka podróży, a potem na pewno znajdą się inne tematy, tak że stay tuned!


*nie piszę o powodach publicznie, ale jak czujecie, że znacie mnie na tyle, że chętnie wam opowiem, to nic nie stoi na przeszkodzie w napisaniu do mnie maila. Adres w zakładce „o mnie”. 

6 komentarzy :

  1. Jacie wiem ,że ten posta ma tam jakieś brzmienie pozytywne, ale i tak mi jest przykro :( Mam nadzieję tylko ,że znajdziesz teraz jakieś wspanialsze zajęcie i ,że będziesz jeszcze bardziej szczęśliwa ;) Nie wiem czy znasz mnie aż na tyle, bo przecież dopiero niedawno "wskoczyłam" na twojego bloga, dlatego jeśli napiszesz w odpowiedzi ,że nie masz nic przeciwko opowiedzeniu mi tej historii , to ja bardzo ,bardzo chętnie ją usłyszę ;) także czekam na decyzję :D <3 Wszystkie dobrego i powodzenia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie, napisz maila!:)
      mi nie jest przykro :) wszystko dobrze się układa:)

      Usuń
  2. O, ja chyba wiem o czym piszesz. Ja czuję, że rok czasu u "obcych" to wystarczająco a ja postanowiłam przedłużyć swój pobyt. Dla mnie też jest oczywiste, że bajeczki o au pair jako członku rodziny można wstawić między baśnie o trollach. Dobrze, że wróciłaś wcześniej. Ja czuję, że też nie dotrwam do końca tego drugiego kontraktu i jakoś nie jest mi przykro.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powrót nie był jednak tak gładki i bezproblemowy jak wydawało mi się, że będzie i ciągle jeszcze czasami zdarza mi się, że przytłacza mnie polska rzeczywistość. z resztą, może niedługo coś o tym napiszę

      Usuń
  3. Oczywiście, że powroty są też trudne. Bo w Polsce też wszystko płynie i rzeczywistość toczy się swoim trybem. Nie wracamy do tego samego co opuściłyśmy. Ludzie się pozmieniali, relacje, ale my same też. Myślę sobie, że trudno jest przetrawić i zintegrować te wszystkie doświadczenia z zagranicy w spójną całość, i iść dalej. Od dwóch tygodni jestem w Polsce i tak trochę się motam myśląc o możliwości kolejnego wyjazdu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. naciesz się bliskimi (i jedzeniem :D), a potem zrób co ci serce dyktuje :)

      Usuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka