czwartek, 17 listopada 2016

Nie pytajcie mnie jak było w Ameryce, czyli lista pytań zakazanych.

Mam swoiste deja vu. Jestem niemal pewna, że niecały rok temu napisałam już ten wpis. No tak, napisałam o tych wszystkich irytujących pytaniach, które ludzie (często bez złych zamiarów) zadawali mi przed wylotem [klik] i myślałam, że mam to już z głowy. O święta naiwności! Zapraszam zatem na część drugą, czyli czego nie mówić, żebym nie zaczęła rzucać talerzami.

No i co teraz?
Ja wiem, że gdybym wróciła w lutym, to byłoby względnie prosto. Nadrobienie zaległości na uczelni, na gwałt pisanie magisterki, w międzyczasie jakieś szukanie pracy, mieszkania, czy czego tam, co dorośli ludzie powinni mieć. No i ja to wszystko robię. Tylko wolniej. Mam za to czas, żeby się wysypiać i czytać książki w wannie. I naprawdę nie mam ochoty dziesięć razy na dzień rozliczać się z wysłanych cv i pomysłu na siebie. Najważniejsze, że jakiś jest.

Teraz to angielski pewnie perfekt?
No i serio, co ja mam odpowiadać, a ciągle słyszę to pytanie przynajmniej pięć razy w tygodniu. Tak, mówię tak płynnie, że mogłabym rapować, a terminologia medyczna, prawna i ekonomiczna nie ma przede mną tajemnic? Nie, bo chociaż mimo że przez te osiem miesięcy jakoś sobie całkiem nieźle językowo radziłam, to ciągle mi wstyd, gdy nie znam jakiejś reguły gramatycznej albo nie pamiętam trzeciej formy czasownika? Że chciałabym zapaść się pod ziemię, gdy ktoś prosi żebym powtórzyła to co powiedziałam, bo uważam że mój akcent ssie? Nie mówię perfekt, nigdy nie będę mówić. Nie umiem ocenić czy i jeśli tak, to jak bardzo mi się językowo poprawiło. Zweryfikują to na pierwszej rozmowie kwalifikacyjnej, więc serio, poczekajcie.

Co ci się najbardziej podobało?
To tak jakby zapytać matkę, które dziecko kocha najbardziej. Ja się zachwycam nowymi miejscami, przez sam fakt, że mogę w nich być, więc podoba mi się wszędzie. I na Florydzie i w Nowym Jorku i w Fairfield.

Nie chciałaś tam zostać?
A jakie to ma teraz znaczenie? Znałam zasady programu. Wiedziałam, że wylatuję na rok. Nie szukałam na siłę męża z amerykańskim paszportem. W zasadzie to w ogóle nie szukałam, a nawet jak sam się znalazł, to grzecznie za paszport podziękowałam. Mam swój i też jest fajny. Więc chyba oczywistym jest, że nie.

Czy Amerykanie są głupi?
Sama byłam zdziwiona tym, ile razy usłyszałam to pytanie. Naprawdę nie byłam świadoma tego, tak widocznie głęboko zakorzenionego w nas stereotypu. Amerykanów jest 319 milionów, więc tak, pewnie część z nich nie jest szczególnie bystra. Ja miałam szczęście poznać fajnych, inteligentnych i mądrych Amerykanów. Lucky me.

No to chyba tyle, jeśli macie jakieś swoje typy, piszcie w komentarzach- chętnie poczytam!
Pamiętajcie też, że ciągle trwa konkurs, szczegóły w poprzednim wpisie!


3 komentarze :

  1. Też kocham takie pytania :D Powinnaś napisać FAQ i rozesłać go rodzinie i znajomym!

    Kiedy byłam w UK wszyscy pytali mnie czy nie znalazłam sobie męża araba bo 'w telewizji pokazują że oni są wszędzie i biorą sobie blondynki'. A ostatnio na rodzinnym obiedzie pojawił się hit: jak niby chcesz zarobić na emeryturę, skoro tyle podróżujesz? Z czego chcesz żyć w naszym wieku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ale w sumie to... z czego? :D :D :D
      a pytania o amerykańskiego narzeczonego mogłyby stanowić osobny rozdział mojego FAQ :D

      Usuń
    2. Z oszczędności. A w drugim tygodniu to już nie wiem :D

      Usuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka