sobota, 25 marca 2017

O dziecięciu raz jeszcze.

Pamiętam jedną poradę, którą usłyszałam od mojej konsultantki jeszcze w czasie rozmowy kwalifikacyjnej do programu. Ola zasugerowała żebym w procesie matchowania szukała rodzin, których usposobienie i styl życia jest podobny do mojego. Że samych różnic kulturowych będzie tyle, że nie ma sensu dokładać sobie kolejnych. I pewnie miała rację i nawet na początku się z nią zgodziłam. A potem poznałam moją rodzinę.

Byliśmy od siebie bardzo różni, ale jakoś tak wyszło, że polubiliśmy się od pierwszego wejrzenia. I to moje dziecięcie, które przed pierwszym Skypem krzyczało w sąsiednim pokoju, że nie chce mieć żadnej innej au pair, bo P. jest najlepsza (true story) też polubiłam i obiecałam sobie, że zrobię wszystko, żebyśmy mieli razem fajny czas. No i mieliśmy. Czasami.

Bo nie zawsze było bajkowo. Ba, czasami było bardzo źle i wyłam w poduszkę, że dłużej z nim nie wytrzymam, że wracam, że go nie rozumiem, że nie pasujemy do siebie. Ale kiedy w końcu uświadomiłam sobie, że ja też nie jestem au pair idealnie pasującą do jego temperamentu było jakoś łatwiej. Nie dobraliśmy się, ale przecież się lubimy. Trudno, teraz musimy z tym żyć.


Teraz, pięć miesięcy po powrocie, nie pamiętam ani jednej sytuacji przez którą płakałam. Za to pamiętam całą masę tych fantastycznych. Pamiętam maratony filmów o superbohaterach i te dwa dni w które oglądnęliśmy całego Harry'ego Pottera. Pamiętam jak na Florydzie przez cztery godziny skręcaliśmy szafkę pod telewizor, a jego rodzice co jakiś czas zaglądali do pokoju zaniepokojeni brakiem jakichkolwiek odgłosów kłótni. Pamiętam McDonald's dates. I wakacyjne spacery po mieście w poszukiwaniu nowych Pokemonów. Pamiętam wspólne kibicowanie i oglądanie meczy polskiej reprezentacji na Euro 2016 i pamiętam dumę C. gdy pierwszy raz poprawnie wymówił nazwisko "Błaszczykowski". Pamiętam karaoke w aucie. Pamiętam esemesa którego wysłał mi po wypadku. Pamiętam jak się uśmiechał gdy mówiłam "a wiesz, że jesteś moim ulubionym host dzieckiem?". Pamiętam te wszystkie dziwne rozmowy i pytania których na pewno nie powinien zadawać dwunastolatek. Pamiętam jak przeszkadzał mi w pakowaniu, a potem powiedział "wiem, że cię wkurzam, ale robię to, bo bardzo nie chcę żebyś wyjeżdżała". Pamiętam jak szlochający stał w strugach deszczu gdy odjeżdżałam na lotnisko. Chyba nieźle jak na średnio lubianą au pair.

4 godziny. Słownie: cztery.

Wydawało mi się, że jako au pair będę dla dziecięcia kimś ważnym. No, nie byłam. Byłam dziewiąta z kolei, grałam w kosza gorzej niż P., za to robiłam lepsze kanapki niż J. Byłam w jego życiu przez chwilę, tak jak tyle dziewczyn przede mną, pozostaje cień nadziei, że z racji tego że byłam ostatnią, będzie mnie lepiej pamiętał. Bo na pewno nie tęskni tak, jak ja czasem za nim. 

2 komentarze :

  1. Przyszło mi coś na myśl. Że może dzieci, które mają na swoim koncie bogate doświadczenia z au pair po prostu nauczyły się nie przywiązywać do nich. Że może łatwiej jest traktować na dystans au pair niż co roku przeżywać rozstanie. Rozumiesz? Coś w rodzaju mechanizmu obronnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wydaje mi się. To znaczy przynajmniej w przypadku mojego dziecka, C. przywiązywał się bardzo, ale na chwilę. Pamiętam jaki dramat był gdy moja poprzedniczka przyjechała się pożegnać w drodze na lotnisko (ostatnie kilka dni mieszkała u swojego chłopaka), C. przepłakał dobrą godzinę i przeżył to bardzo, ale równie szybko zapomniał. I mimo że na początku różnie między nami bywało i średnio się dogadywaliśmy, to nigdy nie usłyszałam od niego że P. robiła coś lepiej czy inaczej, w ogóle niemal nigdy jej nie wspominał. Gdy w wakacje wróciła do Stanów i przyjechała nas odwiedzić C. wybrał playdate u kolegi i widział się z nią wyłącznie w przelocie. I podobnie jest teraz ze mną. Widziałam jak bardzo smutno mu jest z powodu mojego wyjazdu, ale oprócz jakiegoś sporadycznego polubienia sobie zdjęć na insta nie mamy kontaktu.

      Usuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka