niedziela, 12 listopada 2017

Fight as a girl, czyli o "Good night stories for rebel girls".

Kiedy miałam dziesięć lat, mój młodszy brat został zapisany na judo. Ponieważ wtedy znajdowałam jego treningi o wiele ciekawszymi niż własne zadania domowe z przyrody, często odprowadzałam go z tatą na zajęcia. Często też zostawaliśmy na sali by obserwować wszystkie pady, przerzuty i duszenia. A gdy któregoś dnia zaświtała we mnie myśl, że może w sumie to też chciałabym tego spróbować, postanowiłam wyartykułować ją na głos. Wtedy tata popatrzył na mnie z czułością z jaką patrzą ojcowie na ich jedyne córeczki i powiedział zdanie, które bardzo dokładnie zapamiętałam. Dziewczynki się nie biją.
To był pierwszy raz, kiedy pomyślałam, że tata nie ma racji. Sama widziałam, że w grupie Szczepana trenują dziewczynki. Mają dokładnie taką samą rozgrzewkę, uczą się dokładnie takich samych chwytów. Jako dziecko nigdy wcześniej nie odczułam, żebym była traktowana inaczej niż mój brat. Bawiliśmy się w to samo, jedliśmy to samo, szczypaliśmy się równie boleśnie i kary też dostawaliśmy za podobne przewinienia. Więc co też tata nagle z tym biciem się wymyślił - zachodziłam w głowę.

Na judo nie poszłam. Chyba sama zapomniałam, bo niedługo później zapisałam się na koszykówkę. Na szczęście słowa taty nie sprawiły, że zaczęłam myśleć, że z powodu faktu bycia dziewczynką nie jestem tak samo prawdziwym człowiekiem jak mój brat. Ale równocześnie wiem, że nie wszystkie dziewczynki są o tym przekonane w tym samym stopniu co ja. Bo ciągle słyszą z pozoru neutralne uwagi w stylu "dziewczynki nie biegają." "Dziewczynki się nie biją." "Dziewczynki się nie brudzą." "Dziewczynki zachowują się grzecznie."
Popkultura również nie pomaga. Sięgnij w pamięci do ulubionych bajek z dzieciństwa i przypomnij sobie w ilu z nich główną bohaterką była dziewczyna? Być może odpowiesz, że w większości. Ok, w takim razie zastanów się, w ilu z nich bohaterka nie była księżniczką, a jej szczęście nie było uzależnione od poznania księcia na białym koniu? Tu już może nie być tak kolorowo. Mi przychodzi na myśl jedna - Pippi Langstrumpf, ale być może o kimś zapomniałam, więc śmiało - odśwież mi pamięć ;)

Do podobnych wniosków doszły autorki książki "Good night stories for rebel girls. 100 tales of extraorginary women". Chcąc pokazać swój sprzeciw wobec podwójnych standardów w wychowywaniu chłopców i dziewczynek, oraz pragnąc podarować najmłodszym czytelniczkom bohaterki, które mogłyby je inspirować i z którymi mogłyby się utożsamiać, wpadły na pomysł spisania historii niezwykłych kobiet. Kobiet odważnych. Kobiet mądrych. Kobiet wytrwałych. Kobiet oddanych rodzinie lub całemu społeczeństwu.
Na uwagę zasługuje przekrój wybranych bohaterek, bowiem kogo tutaj nie znajdziemy - są pisarki, są umysły ścisłe, są panie polityk i aktywistki społeczne, są królowe, piratki i sportsmenki, są dojrzałe kobiety, oraz dziewczyny stojące na progu dorosłości. Dziennikarki, artystki, biolożki i szpiedzy, a wszystkie je łączy jedno - przekonanie, że płeć nie narzuca ograniczeń, a to czy odważymy się spełniać marzenia zależy od nas samych.
Nie ulega wątpliwości, że książka skierowana jest do czytelnika o kilka lub nawet kilkanaście lat młodszego ode mnie. I chociaż sama znajdowałam wiele przyjemności w czytaniu przedstawionych historii, to jako osoba dorosła doszukałam się pewnych zastrzeżeń, na które dzieci pewnie nie zwróciłyby uwagi.

Jeśli chodzi o sam wybór postaci - proszę, niech ktoś mi wytłumaczy, jak można uznać Carycę Katarzynę Wielką za bohaterkę pozytywną? Pytam bez cienia złośliwości, bez wątpienia ktoś z was jest lepszym historykiem ode mnie, więc help!
Druga sprawa, to sama konstrukcja książki, która wymaga by historia każdej z kobiet zmieściła się na jednej stronie. Ponieważ mamy do czynienia z książką dla dzieci, rozmiar fontu jest dostosowany do oczu początkującego czytelnika, przez co na treść pozostaje naprawdę niewiele miejsca. Z jednej strony jest to zrozumiałe - sama znam dzieci, dla których przeczytanie dwóch stron książki jest tożsame z siódmym kręgiem piekielnym, z drugiej jednak przez ten zabieg opowiadane historie są niesamowicie upraszczane. Nie jest to jednak jednoznacznie złe - w przypadku niektórych postaci krótkie opisy były pretekstem do poszukania większej ilości informacji na własną rękę, jednak często przy historiach znanych mi bohaterek irytowałam się, że pewne fakty nie są przedstawione z dokładnością rzetelnego biografa lub, co gorsza, są naginane do pewnej wizji pasującej autorkom. W takim wypadku dojrzały czytelnik zainteresowany tematem pewnie użyje google'a do zweryfikowania informacji, podczas gdy dziecko przeczytaną treść weźmie za pewnik.
Jednak dla mnie sporadyczne niedociągnięcia w treści tym razem przyćmiewa fakt, jak ta książka jest wydana! Gdy prawie rok temu informacja o niej mignęła mi gdzieś w internecie, od razu wiedziałam, że muszę mieć ją w swojej biblioteczce. Solidna i bardzo ładna okładka to jedynie początek, bowiem obrazki w środku to jest prawdziwy sztos! O wykonanie portretów bohaterek zostały poproszone artystki z ich ojczystych krajów. Ilustracje różnią się techniką i kolorystyką, przez co można odnieść wrażenie, że idealnie oddają charaktery bohaterek.
Książka została wydana również po polsku, więc jeśli masz w swoim otoczeniu dziewczynkę w wieku między 6 a 11 lat, której chcesz powiedzieć, że może osiągnąć wszystko czego zapragnie, to chyba właśnie znalazłaś odpowiedni prezent pod choinkę :) :) Przybijam kakankowy znak jakości! 

Do odsłuchania obowiązkowy najbardziej uroczy protest song jaki znam!

Wydanie polskie:
Tytuł: Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek. 100 historii niezwykłych kobiet.
Wydawnictwo: Wydawnictwo Debit


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka