czwartek, 2 listopada 2017

It's all about people, czy wnioski po wycieczce do Szwecji.

Dużo bym teraz mogła napisać. Mogłabym zdradzić adres bardzo spoko hostelu rzut kamieniem od centrum Sztokholmu. Mogłabym zrobić listę must see zabytków i Instagram-friendly miejscówek. Zamiast tego ja postanowiłam zdradzić Wam, co jest najważniejsze w podróżowaniu. Otóż słuchajcie-

-podróżowanie tak naprawdę jest strasznie proste i chodzi w nim o dwie rzeczy: o ludzi i o jedzenie.

Tak.

Znacie mnie trochę - naczelnego introwertyka tego kawałka internetu, wiecie, że zorganizowanie samotnego wyjazdu na drugi koniec Polski/Europy/świata nie stanowi dla mnie większego problemu. Samotne wędrówki są ważne, piękne i potrzebne. Pomagają nabrać dystansu, przewietrzyć w głowie i dowiedzieć się nowych rzeczy o sobie lub świecie.

Jednak na dłuższą metę oprócz pięknych widoków w pamięci zostają też osoby spotkane po drodze. Ta miła pani z którą chwilę pogawędziłam w Central Parku. Barista w kawiarni, który posypał mi gorącą czekoladę piankami, chociaż zupełnie o to nie prosiłam. Albo znajoma ze Stanów, która rok później zorganizuje dla mnie Święto Dziękczynienia w październiku.

Podróżując warto przyglądać się ludziom, prowokować krótkie rozmowy. To właśnie one, a nie najbardziej nawet spektakularne krajobrazy poszerzają nasze horyzonty i kształtują w głowie obraz danego państwa.

Szwecja - kraj miłych, dowcipnych ludzi i pysznego jedzenia.

Podróżując staram się zorganizować swoje fundusze w taki sposób, aby przynajmniej raz dziennie zjeść posiłek w restauracji. Zamiast kanapki z McDonalda, która na końcu świata smakuje tak samo, poszukuję lokalnych przysmaków. Szwedzka Fika sprzyja wygodnemu usadowieniu się w kawiarni i degustacji kawy i deserów, które są tam naprawdę przepyszne! Ponieważ moją przewodniczką była Jane - z którą w Stanach połączyła mnie niesłabnąca miłość do tajskiej kuchni, będąc w Sztokholmie nie mogłyśmy sobie odmówić przysmaków z kuchni azjatyckiej, zwłaszcza że te na tle innych restauracji wypadają tam stosunkowo najtaniej (a to ważne w Skandynawii).

Tak więc tak minął mi urlop - spacerowałam, jadłam, kupowałam pamiątki z Muminkami i cieszyłam się towarzystwem przyjaciółki, której nie poznałabym, gdybym dwa lata temu nie wpadła na szalony pomysł pod tytułem "lecę do Stanów". Podróżujcie, warto. 

















Nie wierzę w życie pozahostelowe. 

















Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka