czwartek, 22 lutego 2018

Czy wszystkie psy idą do nieba, albo jest mi smutno.

W poniedziałek umarła Dianka. Kundelek podszywający się pod posokowca bawarskiego, który był ze mną przez piętnaście lat. I chociaż wiem, że miała świetne życie i najlepszą możliwą psią śmierć, to ciągle jestem w stanie ciężkiej rozsypki.

Dużo płaczę. Płakałam już w weekend, kiedy jej stan się pogorszył. Kiedy odmawiała przyjmowania psiej karmy (parówki jednak były okay), kiedy sprawiała wrażenie, że nie do końca ogarnia w jaki sposób poruszać się na czterech łapach (i czy oby na pewno prawa łapa jest prawą, a lewa lewą?) i gdy w koszyczku z dłoni podawałam jej parę lizów wody. Płakałam w poniedziałek, gdy musiałam się z nią pożegnać, gdy przekupiłam ją salami, żeby wyszła z koszyka. Moja Dianka.

Czasami ciągle zapominam, że już jej nie ma. Przecież w śniegu na podwórku ciągle są odciski jej łap. Może ktoś zapomniał jej wpuścić? Dopiero puste miejsce pod schodami, brak koszyka przypomina że no tak, no przecież, głupia ja. Mimo to podczas obiadu odruchowo opuszczam rękę pod stół, gotowa odganiać się od proszących spojrzeń, skomleń i trącania łapą. No weź, ze mną się nie podzielisz? Wieczorem, gdy już położę się spać, wstaję i przechodząc po ciemku przez pokój domykam drzwi. Przecież nie przyjdzie w nocy, nie wskoczy pod kołdrę udając, że nie ma pojęcia, że pieskom nie wolno.

Dużo się boję. Boję się, że już zawsze będę za nią tęsknić, ale boję się też, że w końcu zapomnę. Nie będę pamiętać o tym przestraszonym szczeniaku, który trafił do nas w pewne zimowe popołudnie, skomląc i trzęsąc się ze strachu, a ja cały weekend spędziłam na jego posłaniu. Zapomnę tą wariatkę z szaleństwem w oczach, która zagryzła na śmierć mojego pluszowego królika. Zapomnę poczciwą starowinkę, która ufnie kładła pysk na moich kolanach domagając się pieszczot. Zapomnę jesień roku 2009, kiedy na świat przyszło pięć rozkosznych szczeniaków. Chociaż może z drugiej strony... Może nie da się o tym zapomnieć? Chciałabym, żeby tak było.

Więc wiecie jak jest. Jest ciężko, przykro i smutno. Można płakać i oprawiać w ramki stare fotografie, jedenastoletnia ja w nowym pokoju, w nowym domu, z Dianą na kolanach. Była długą częścią mojego życia, była przyjaciółką, towarzyszką zabaw i kocykiem bezpieczeństwa. Tam gdzie była ona, był dom. Znam te wszystkie piękne poetyckie historie o mostach, wyspach, szczytach gór, czy innych miejscach w których kiedyś spotkamy się z naszymi pupilami. Tylko w tym momencie wszystkie one wydają mi się zbyt naiwne. Nie chcę hasać z Dianą po pięknej wiosennej łące. Chcę położyć się obok niej na łóżku i odpalić Netflixa. Pewnie niedługo znów tak zrobię. Z nieco innym pieseczkiem udającym posokowca.







 Maluchy, październik 2009.


Ps. Jest to setny wpis na tym blogu. Z tej okazji miałam przygotowany inny teks, jednak sami rozumiecie, że w tej sytuacji musi poczekać do sto pierwszego.



5 komentarzy :

  1. Hej... mi minął rok. Psy traktowane u mnie są jak czlonkowie rodziny.. nie będzie łatwiej, do teraz mam wybuchy płaczu.. i nie moge sie pozbierać..Trzymaj się jakoś. Ważne, by bliscy Cie teraz otaczali.

    Pewnego razu Pan Bóg przechadzał się po Rajskim Ogrodzie. Nagle za krzaka wyszedł Diabeł:
    - Słyszałem, że stworzyłeś człowieka... - zagadnął Szatan.
    - Tak, już żyje na Ziemi. Może mieć partnera i dzieci, na razie uczy się rozpalać ogień i budować miejsce na nocleg, ale za tysiące lat będzie władcą całego globu.
    - I co z tego - prychnął Diabeł- nawet za te tysiące lat i tak będzie SAMOTNY.
    Zasępił się Pan Bóg, podrapał w długą, siwą brodę i powiedział:
    - Więc stworzę mu przyjaciela! Wybiorę jedno ze zwierząt, które uczyniłem, aby go strzegło i było mu poddane, ale jednocześnie oddało mu całe swoje serce.
    - To niemożliwe! - Diabeł się roześmiał i gdzieś przepadł. Pan Bóg natomiast zwołał zwierzęta z każdego gatunku i wybrał PSA.

    - Odtąd będziesz ogrzewał człowieka swoim ciepłem, uspokajał spojrzeniem, kochał z całego serca, nawet, kiedy on Cię znienawidzi.
    - Dobrze - odparł dobry pies.
    - Chociaż będziesz musiał znosić wszystkie upokorzenia, staniesz się też jego najlepszym przyjacielem. To bardzo zaszczytna rola.
    Niestety Twoje serce będzie musiało bić dwa razy szybciej i nie będziesz mógł żyć długo - najwyżej 15 - 20 lat.
    - Ale powiedz mi, czy człowiek nie będzie cierpiał, gdy odejdę do Ciebie?
    - Właśnie o to chodzi.
    - Jak to? - zdumiał się pies.
    - Będzie cierpiał i będzie wiele dni nie utulony w bólu. Ale to Ty nauczysz go odchodzenia i przemijania, Ty nauczysz go kochać i odchodząc zostawisz wielką miłość w jego sercu.
    Jesteś aniołem, którego powołałem, aby niósł radość i nadzieję, ale także uczył wiecznego prawa przemijania, aby ludzie wierzyli, że po ich życiu, jest życie TUTAJ. Kiedy to zrozumieją, nie będą płakać, bo będą wiedzieć, że spotkają Ciebie znów.


    Ściska mocno!

    DarkBrunette

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tej opowiastki nie znałam, jest piękna.

      Dziękuję za komentarz i trzymajmy się obie! :)

      Usuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka