niedziela, 2 grudnia 2018

Nie będę przepraszać.

Minęło tyle czasu, że nie ma sensu w pisaniu długich wstępów. Mogłabym się tłumaczyć i może nawet zrobię to później. Tymczasem przejdę do rzeczy.

Czasami się boję.

Źle.

Czasami żyję normalnie. Nawet bardziej niż normalnie. Wstaję i myję zęby. Nie spóźniam się do pracy i nawet w niej pracuję. Czytam książki i oglądam filmy, czyli taki standard. Tylko, że już nie piszę.

Jak popatrzysz z boku, to mam dobre życie. Takie z tych lepszych żyć. Bo przecież mam pracę, czyli też pieniądze, wiadomo. Jak wychodzę z kimś to stać mnie na dwa aperole, a nie jedno piwo, w dodatku ze zniżką studencką. Mam z kim wychodzić, jeśli zechcę. O tym, że mało chcę będzie później. Pasji może już nie mam, może nigdy nie miałam, ale zainteresowania mam rozległe, a to przecież dużo.

Przecież jeżdżę po świecie, zwiedzam, doświadczam. Poszerzam horyzonty, przełamuję bariery. Wracam z głową przepełnioną nowymi pomysłami. A jeśli przypadkiem nie, to może jestem niewdzięczna. Może więcej pokory i wdzięczności, może mniej użalania się nad sobą?

Jak patrzysz z boku to może taka właśnie jestem. Może nie doceniam. Tego życia co je mam, dzięki pieniądzom, które mam. Zawsze miałam przecież. Może nie aż tyle, żeby na nich spać, ale grosik pod poduszką to jednak zawsze. Na szczęście. No więc gdzie ono teraz?

Jak patrzysz z boku, to możesz nie rozumieć. Że rozmawiam normalnie, może nawet wesoło, a za moment gasnę bez wyraźnej przyczyny. Że wyjeżdżam na wyjazd wyczekiwany i wracam zbyt zmęczona aby go opisać. Że zawalam deadline’y bez konkretnego powodu. Gdy mówię, że zjadłam na raz cztery tabliczki czekolady robisz wielkie oczy i pewnie myślisz, że to niedosłownie. W głowie ci się nie mieści, że można zjeść na raz cztery tabliczki czekolady. Otóż można. I to nie jednorazowo. Codziennie, przez wiele miesięcy.

Można mieć dobre życie i tak bardzo się go bać, że idea „nieżycia” staje się milion razy bardziej pociągająca. Wtedy sama nie rozumiem jakim cudem przez cały ten czas wstaję rano, myję zęby i chodzę do pracy.

Można mieć doła. Można mieć gorszy okres. Można mieć depresję. Można mieć kasę, spoko życie, kolorowe zdjęcia na Instagramie i depresję. Nie trzeba za to przepraszać. Można próbować z tym walczyć, ale nie wolno czuć się winnym.

Nie oczekuję od ciebie, że mi pomożesz. Nie jesteś za mnie odpowiedzialny. Pomyśl, że mi też głupio, gdy spotykając się z ludźmi psuję atmosferę. Nie chcę, byś brał na siebie moje problemy. Pewnie masz swoje, może nawet poważniejsze niż te moje. Ja tylko jestem chora. Może nie przejdzie mi jak katar. Nie zaszczepię się. Chwała bogu, jest terapia.

Czasami bardzo pomaga. Nie jem już czterech czekolad, schudłam 19 kilo i czasem mam chęci, by powalczyć o kolejne 19. Czasem co prawda ciągle myślę że to wszystko bezsensu, czasem się łamię i bardzo wtedy płaczę i marzę, żeby nigdy w życiu nie musieć wychodzić z łóżka. Ale potem wstaję, myję zęby i wychodzę do pracy.

Gdy teraz na to patrzę to myślę sobie, że jestem bardzo dzielna. Cholernie ciężko jest żyć z takim lękiem i smutkiem. Mi jest ciężko. A gdy czasem proszę o pomoc, nie oczekuję, że znajdziesz magiczną receptę. Wystarczy gdy powiesz, że to co czuję jest ok. I że nie muszę za to przepraszać.

2 komentarze :

  1. Trzymam za Ciebie mocno kciuki :*
    I tak, to jest ok, żaden z tego powód do przepraszania...
    Tulę na odległość (też bywało u mnie podobnie)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczeście to stan umysłu, który jak wszystko inne, trzeba ćwiczyć i pielęgnować. Mega polecam dwie książki które ostatnio czytam: pierwsza to "Potęga podświadomości" Murphy, a druga to "Obrazy naszego umysłu. Co mówią o nas najnowsze odkrycia neurobiologii" Miriam Boleyn-Fitzgerald. Głowa do góry, możemy mieć wszystko, jeśli tylko naprawdę w to wierzymy :) Afirmacja działa cuda, pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka