poniedziałek, 7 stycznia 2019

Fantastyczna przygoda (z której niewiele pamiętam), czyli słów kilka (i dużo zdjęć) O Hiszpanii.


Nowy rok, nowa ja, nowy post na blogu. Który to już powrót? Nie liczmy, zamiast tego spróbujmy jeszcze raz.

Do Malagi pojechałam w dość trudnym dla mnie okresie. Plus takiego wyjazdu był taki, że mogłam chociaż troszkę zrelaksować się i odciąć od kłopotów. Minus, że po dwóch miesiącach już niewiele z niego pamiętam. Dlatego nie napiszę zbyt wielu słów o wrażeniach, odwiedzonych miejscach i przygodach po drodze.

Ciężko mi powiedzieć, czy końcówka listopada to dobry czas na odwiedzenie Hiszpanii. Z jednej strony oczywiście tak - można uniknąć tłumu turystów, co dla mnie ma niebagatelne znaczenie. Z drugiej - średnio udało nam się z pogodą, dzięki czemu wróciłam bogatsza o trzy swetry. Zawsze to jakaś pamiątka.

Odpowiedzmy jednak na kluczowe pytanie? Czy podobało mi się w Hiszpanii? Trochę tak, ale nie do końca. Wiele miejsc zrobiło na mnie wrażenie. Wiele było tak po prostu pocztówkowo ładnych, co też nie jest wadą. Jedzenie to jakiś totalny kosmos, a na samą myśl o potatas bravas dostaję ślinotoku. Jednak Hiszpania i Hiszpanie są dla mnie za głośni i trochę zbyt otwarci, a ja z biegiem lat coraz bardziej stronię od hałasu. Dosłownie kilka dni po powrocie wyleciałam do Lizbony i Portugalia z miejsca zaskarbiła moje serce (relacja pojawi się miejmy nadzieję w jakimś rozsądnym terminie).

Tymczasem zamiast dużo mówić, może pokażę zdjęcia. Jesień na południu jest bardzo malownicza, nawet jeśli niebo przesłaniają deszczowe chmury. No i jak na nich jest pusto!

***
W Hiszpanii bawiliśmy tydzień i korzystając z dobrodziejstwa jakim jest wypożyczalnia samochodów zrobiliśmy całkiem sporo wycieczek. Malaga była świetną bazą wypadową do Grenady, Alhambry, Cordoby, a nawet na Gibraltar! Jednak clou programu okazał się niepozorny park widokowy Caminito del Rey! Półtoragodzinny spacer kładką przyczepioną do ściany kanionu wart jest wszystkich pieniędzy, a już na pewno tych 10 euro. Jeśli będziecie mieli okazję, to bardzo polecam.


 Gibraltar. 






 W moim prywatnym rankingu jedno z fajniejszych zdjęć jakie ostatnio zrobiłam.

 Good morning Africa!














 Przyjechaliśmy tydzień przed włączeniem iluminacji. Co za niefart!







 Grenada.






























 Cordoba.

























Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka